piątek, 21 grudnia 2012

Dziś wszystkiego po trochę








Dawne budynki wiejskie zazwyczaj nie osłonięte od wiatru ,stojące często pojedynczo w polu ,nie posiadające izolacji od zimna sienią ,szybko traciły ciepło przy otwieraniu drzwi wejściowych .Zacinający deszcz lub śnieg wpadały do sieni oziębiając ją .Pod koniec XIX wieku pojawiła się moda na dobudowywane przed wejściem werandy, nazywanej z niemiecka laubą .Początkowo przybudówka ta była wyłącznie z drzewa i dostawiana do starszych budynków drewnianych lub murowanych .Drewniane werandy posiadały dość bogate zdobienia przez profilowanie słupków podtrzymujących dwuspadowy daszek ,wzorzyste wycinanie oszalowanych desek oraz różnorodne układy dodatkowych listewek .Szkieletowa konstrukcja drewnianej lauby była prosta .Na czterech drewnianych słupkach umieszczano dwuspadowy dach kryty gontem, papą ,blachą lub dachówką .Ściany w dolnej partii były szalowane deskami ,w górnej obijane kratownicą z listew .Wejście do lauby było bez drzwi lub z furtką sztachetową pełniącą rolę drzwi .W okresie międzywojennym pojawiły się werandy murowane ,z oknami ,  przeszklonymi drzwiami Pierwotna rola laub ograniczała się do celów praktycznych- ochrona przed wiatrem ,zamaskowaniem sieni  oraz służyły do codziennych prac w okresie niepogody .W nowszym budownictwie lauby pełniły rolę dekoracyjną ,były miejscem odpoczynku ,pogawędek ,spotkań towarzyskich i sąsiedzkich w dni świąteczne .Murowane ,oszklone lauby w okresie zimy pełniły rolę spiżarek ,w  lecie służyły do suszenia odzieży .Obecnie lauba to zjawisko niezmiernie rzadkie .Już nie w każdej wsi można je spotkać .Trafiają się jedna , dwie na wieś.  Można przewidzieć ,że ich właścicielami są starsi ludzie . To bowiem    oni  podtrzymują tradycje .Kiedy odejdą , lauby znikną z naszego krajobrazu . A szkoda !

http://pomorze.naszemiasto.pl/galeria/opis/1207123,12-tradycyjnych-potraw-na-wigilijny-stol-przepisy,galeria,1905103,id,t,tm,zid.html#galeria-duze-zdjecie










Kapusta z grochem

Składniki:
pół kilograma kiszonej kapusty
ćwierć główki świeżej kapusty
30 dag grochu łuskanego
grzyby suszone


Przyrządzanie:
Groch moczymy przez około 10 godzin, grzyby przez 2–3 godziny, a następnie gotujemy je do miękkości osobno. W wywarze grzybowym gotujemy odciśniętą kapustę kiszoną, do której dodajemy sparzoną kapustę świeżą i dusimy, doprawiając solą, pieprzem, listkiem laurowym, zielem angielskim i odrobiną cukru. Dodajemy groch i grzyby oraz zeszkloną na maśle drobno posiekaną cebulę, całość dusimy oraz zagęszczamy podsmażaną na maśle mąką.


Ryba po grecku

Składniki:
filet z pangi, mintaja lub dorsza
keczup
marchew - pół kilo
korzeń pietruszki, cebula
sól, pieprz, cukier 
bulion na włoszczyźnie 
koncentrat pomidorowy - 1 opakowanie

Przyrządzanie:
Obierz warzywa i zetrzyj na tarce z dużymi oczkami. Cebulę pokrój w piórka. Podsmaż wszystkie warzywa w dużym garnku, na oleju. Następnie dodaj koncentrat pomidorowy. Smaż jeszcze około 10 minut, ciągle mieszając. Gdy będą już miękkie, dopraw je do smaku kostką bulionową.
Rybę w mące obsmaż na patelni, a następnie przykryj warzywami. Potrawa dobra na zimno i na ciepło.




Karp wigilijnySkładniki:1,5 kg karpia,2 jaja,5 łyżek mąki,6 łyżek drobno utartej bułki,1 cytryna,1/2 kostki masła lub margaryny,sól,biały pieprzPrzyrządzanie:Rybę należy oczyścić i podzielić na dzwonki, oprószyć solą i pieprzem, lekko skropić sokiem z cytryny
Fot. Polskapresse Archiwum
POLECANE
3/12
Karp wigilijny

Składniki:
1,5 kg karpia,
2 jaja,
5 łyżek mąki,
6 łyżek drobno utartej bułki,1 cytryna,
1/2 kostki masła lub margaryny,
sól,biały pieprz

Przyrządzanie:
Rybę należy oczyścić i podzielić na dzwonki, oprószyć solą i pieprzem, lekko skropić sokiem z cytryny. Panierować kolejno w mące, jajkach i bułce tartej. Rozgrzać masło lub margarynę i smażyć rybę na średnim ogniu, aż się zrumieni. Przełożyć z patelni do rondla. Rybę można usmażyć wcześniej, przed podaniem położyć na każdym kawałku odrobinę masła i wstawić na 15 minut do nagrzanego piekarnik












Magia świąt-Wigilia






Wieczerza wigilijna zawsze składała się z postnych prostych dań. Ich ilość bywała różna na przestrzeni dziejów. Obecnie przyjmuje się, że ma ich być 12. Tyle ile miesięcy w roku i ilu apostołów. Potrawy powinny składać się z płodów rolnych, leśnych i z wodnych. A więc na stole muszą znaleźć się ryby, mąka, kasza, grzyby, owoce, miód, orzechy. Gdyby czegoś zabrakło, zabraknie i w całym roku. Należy też spróbować każdej potrawy z tego samego powodu. Każdy element symbolizuje również konkretne wartości.
Wieczerza zaczyna się od dzielenia opłatkiem. Symbolem pokoju, jedności, zgodę a także dostatku chleba. Chleb z kolei oznacza początek i dobrobyt. Zboża są znakiem pomyślności i płodności. Ryby są ściśle związane z chrześcijaństwem. Mają przypominać o zmartwychwstaniu i nieśmiertelności duszy. Grzyby symbolizują świat duchowy. Groch i kapusta oznaczają siły natury i zdrowie, mak płodność a miód ma zjednywać przychylność sił nadprzyrodzonych. Orzechy i jabłka mają zapewnić zdrowie przez cały rok.
Niewątpliwie Wigilia to jedno z najpiękniejszych, najbardziej magicznych świąt. Buduje się szczególną bliskość. Łatwo o wzruszenia, emocje. Dobrze jest celebrować ten czas. W końcu czekamy na niego cały rok.



Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan nie-biosów obnażony;
ogień krzepnie, blask ciemnieje,
ma granice Nieskończony.
Wzgardzony - okryty chwałą,
śmiertelny - Król nad wiekami!
A Słowo Ciałem się stało
i mieszkało między nami.
Cóż masz, niebo, nad ziemiany?
Bóg porzucił szczęście twoje,
wszedł między lud ukochany,
dzieląc z nim trudy i znoje.
Niemało cierpiał, niemało,
żeśmy byli winni sami.
A Słowo...
W nędznej szopie urodzony,
żłób mu za kolebkę dano!
Cóż jest, czym był otoczony?
Bydło, pasterze i siano.
Ubodzy, was to spotkało,
witać Go przed bogaczami!
A Słowo...
Potem i króle widziani
cisną się między prostotą,
niosąc dary Panu w dani:
mirrę, kadzidło i złoto.
Bóstwo to razem zmieszało
z wieśniaczymi ofiarami.
A Słowo...
Podnieś rękę, Boże Dziecię,
błogosław ojczyznę miłą,
w dobrych radach, w dobrym bycie
wspieraj jej siłę swą siłą,
dom nasz i majętność całą
i wszystkie wioski z miastami.
A Słowo...
                                        *************************



Cicha noc
Cicha noc, święta noc,
pokój niesie ludziom wszem,
a u żłóbka Panna Święta
czuwa sama uśmiechnięta
nad Dzieciątka snem.
Cicha noc, święta noc,
pastuszkowie od swych trzód
biegną wielce zadziwieni,
za anielskim głosem pieni,
gdzie się spełnił cud.
Cicha noc, święta noc,
narodzony Boży Syn,
Pan wielkiego majestatu
niesie dziś całemu światu
odkupienie win.
Cicha noc, święta noc,
jakiż w tobie dzisiaj cud,
w Betlejem Dziecina święta
wznosi w górę swe rączęta,
błogosławi lud.  


czwartek, 20 grudnia 2012

Pamiętam te ubogie powojenne wigilie,

http://czasnawnetrze.pl/mieszkanie-i-dom/inspirujace-wnetrza/12125-wiejska-chata-swiatecznie



Kiedy usłyszałam o zdjęciach mieszkań, pierwsza myśl jaka pojawiła się w mojej głowie to “hura, byfyje! ! !” Około dwóch lat temu koleżanka z pracy relacjonowała po weekendzie, co robiła w sobotę. Padło też “myłam byfyj”. No właśnie. Ale… co to jest byfyj… Brzmi jak coś dużego i masywnego. To taki śląski kredens. Aha, no właśnie, taki duży biały jak na filmach i zdjęciach.  No właśnie taki.
Byfyj w Muzeum historii Katowic. To typowo śląski mebel, wciąż jeszcze całkiem popularny. Popularne jest także związane z tym meblem zdanie demonstrujące odmienność śląskiej godki od języka polskiego:
“We antryju na byfyju stoi szolka pełno tyju.”
Tekst i zdjęcie z sieci . Ale taki sam kredens stoi u mnie na dole  w pomieszczeniu gospodarczym w spadku po mojej teściowej.






A to teraz taka nowoczesna już kuchnia. Bardzo w moim guście. zdjęcie z Muratora




Wspominam tamte dawne wigilie


 Czy wiecie,że wieczerza dawno temu była jedzona u nas z jednej misy; do dziś niektóre rodziny jedzą w ten sposób makówki. „Żebyśmy byli zawsze w kupie” -mówią. To  podobno wzmacniało poczucie wspólnoty, , jakie dominowało podczas tej wieczerzy. Misę stawiano na opłatku – jeśli się przykleił do dna, to dobrze wróżyło. Są w dalekich Alpach jeszcze takie miejscowości gdzie tak się jada i obecnie jeszcze w ten wieczór. Oglądałam to na filmie dokumentalnym o starych obyczajach świątecznych w Europie. 
A prezenty u nas na Śląsku przynosiło od zawsze Dzieciątko -  co to prawdopodobnie było nawiązanie do Trzech Królów, którzy składali hołd w Betlejem i przynieśli Dzieciątku dary. Ale niezupełnie ,bo wprowadził to Marcin Luter, który nie chciał mieć w kosciele świętych i przegonił je z ich kościoła,i także w tym św. Mikolaja. I tak to tu u nas wraz z tymi obrzędami zachodnimi dotarł ten zwyczaj tu do nas z Zachodu Europy, podobnie zresztą jak choinka.
A wyglądało to tak:
Najpierw, zawsze po wieczerzy, choćby w bardzo skromny sposób, rodzice obdarowywali  swoje dzieci, a dopiero od nie tak dawna upominki zaczęli sobie robić dorośli.  Prezenty były w przeszłości o wiele skromniejsze, bez wielkich zbytków  -  Jakieś tam słodycze, w większości czapka i szalik własnej roboty,  albo wystrugany przez kogoś z domowników konik albo gałgankowa lalka. Zanim upowszechniła się choinka,  prezenty były kładzione na parapecie albo dziecko wykładało na nie głęboki talerz lub swoją czapkę.
Pamiętam te ubogie powojenne wigilie, kiedy pod choinką ,wielką radością był talerz z piernikami własnej produkcji mojej mamy, no i właśnie ta nowa czapka,rękawiczki i szalik.
A potem w kościele widać było, wszystkie dzieci w nowych czapkach.

                                                    ***********************
Jest teraz 14 godzina po południu i umyłam jednak to okno gigant. Tak ładnie jest na dworze i cały brud widać było bez tych firan ze nie wytrzymałam  Wczoraj już sobie gotowałam grochówkę to także już i po obiedzie jestem a teraz mi tu oczy kleją i spać mi się zachciewa  po tym jedzeniu i po tej robocie.Ale jak ja się cieszę że sterydy pomagają i już ręce sprawne do roboty.Wczoraj dostałam jeszcze sterydy do 8 stycznia. Kompletny brak talentu lenistwa jest u mnie w moich genach. Ale co się dziwić, kiedy wszystkie baby w mojej rodzinie własnie takie były. Muszę sobie kawę zrobić. Jeszcze tu powrócę. Jak widać ostatnio wpisy dokonuje przez niemal cały dzień. Skoro tu taka sama jestem przynajmniej mam tu moja rozrywkę no i jakiś kontakt pomiędzy ludzki, bo w realu jakoś nikt dla mnie czasu nie ma. Chyba że już awaryjnie. Ale ja to rozumiem bo to takie wariackie czasy, i trzeba to przyjąć już za normę.

                                                           *********************
17, 44. Firanka wisi okno wypucowane ,,prawie  na błysk" nie licząc tych kilka smug które za firana i tak nie za bardzo widać  Ale ważne że już okno mam z głowy. Salon z brudnym oknem i bez firan to nie mogło być. Dobrze że samej dałam rady. Czyli nie jest jeszcze ze mną tak źle. 

środa, 19 grudnia 2012

Swiąteczne pyszności znalazłam w sieci


Przepis na  pralinki
od cioci Malwinki:


Świąteczne Pyszności



namoczone w rumie rodzynki
(czyli napite, bo ciagnely cala noc),
zeby mialy swoja (zbawcza) moc,
mieszamy z migdalami
odartymi ze skory
(jak swiety Bartlomiej,widok ponury)
zlamanymi na pol
(jak serce odrzucone, przez niewierna zone)
podprazone na zloty kolor (co sie nie swieci)
bez tluszczu, bo to zdrajca LDL cholesterol!
Nastepnie wrzucamy te
grzeszna ciala (bo sie migdala)
do rozpuszczonej (jak niektore dzieci)
bialej lub czarnej (bo my nie rasisci)
czekolady.
Nieprzyzwoite (bo pijaczki)
rodzynki i migdaly (bo daly)
zastygaja tak sobie
na zawsze,
az pochloniete zostana
przez ludzka paszcze.

Wiersz z sieci Autorka Megi
*****
Sympatyczny i prosty do wykonania przepis tych pralinek.


**********************************************************************************************
To zdjęcia nie z tego roku . Niestety okno jeszcze nie wypucowane, firana wyprana 10 metrów czeka na zawieszenie. Ta śmieszna mała choinka czeka w schowku na odświeżenie i prysznic. Od kilku juz lat oszczędzam sobie robotę strojenia. Jest straszliwie brzydka. Ale w tym wlaśnie jej urok. he he


wtorek, 18 grudnia 2012

Dawaj przedmioty, ale nade wszystko dawaj siebie,Idą Święta



http://babcia-uleczka.blog.onet.pl/

Kliknijcie na ten mój blog, jak chcecie przepis na naszą wigilijną śląską moczkę.

Moja Wigilia

Gliwicka i ,,miastowa" i niewiele już tradycji tej jeszcze ze wsi opolskiej moich

 pradziadków , jedynie pozostał karp z wody w sosie śmietankowym. (Zamiast

tego w galarecie)i też podawany na zimno. Podobno siemieniotka(zupa tradycyjnie 

śląska) mojemu ojcu nie

smakowala i była kiedyś zupa migdałowa .


 A ja  u siebie na kolację wigilijną podaję z przepisu mojej teściowej; bulion rybii z 

grzankami(pycha),a na 

drugie 

kartofelki tłuczone, kapusta z pieczarkami,groch na gęsto z masłem, i smażony na

 oleju i klarownym maśle karp.

. Do tego dobre biale wino półwytrawne.

 Na deser makówki i moczka. Kompot ze słoika z śliwek. I soczki z kartoników.

 W pierwszy dzień świąt bez gości,ale za to zawsze świąteczny  obiad z drobiem 

albo z 

roladami ,kluski śląskie, rosół z makaronem.

 Na drugi dzień świąt przychodzili dopiero w odwiedziny goście.


Ale to taki trochę schemat ,no bo wiadomo rodzina to nie zawsze jest tak jak się z 


góry wszystko zakłada. Wystarczy jakaś nagła choroba  i wszystko się zmienia.

 My teraz często robimy sobie kolacje każdy u siebie, a potem o określonej 

godzinie już po kolacjach spotykamy się w domu u jednego z nas pod choinką z 

prezentami.

 Młodzi potem razem idą na pasterkę, a ja już ostatnio idę do siebie i włanczam 

sobie pasterkę z Watykanu przy której najczęściej zasypiam, he he.

                                                                      **************************
Trochę lepiej sie już czuję. Dziś wprawdzie później niz zwykle wstałam, ale potrafiłam się uporać z gościnnym WC na parterze, bo to, i łazienki,(łazienki jeszcze poczekają) u mnie to mus . Tam musi błyszczęć czystością i higieną. Jednak czuję to pucowanie teraz jednak w moich kościach.(choć to niewielka powierzchnia przecież) Nie mogę  za bardzo jeszcze szaleć. Jutro wizyta kontrolna u lekarza.















Dawaj

Ks. Mieczysław Maliński
      Dawaj to, co masz, czym jesteś. 
Idą Święta


      Dawaj póki czas, póki masz co dawać, 

      póki masz rzeczy, póki masz siły, 

      póki stać cię na serdeczną troskę, 

      na współczucie, na uśmiech i radość.

      Dawaj swoją pomoc, dawaj siebie samego

        póki cię jeszcze trochę jest.


Ludzie coraz mniej o sobie wiedza, takie czasy nastały Morgano. Szczegóły zatruwają życie, pesymizm wysuwa się na pierwsze miejsce a na przejaw dobra reagujemy zakłopotaniem lub podejrzliwością. Szczędzimy innym życzliwych słów i mówienia o tym jak bardzo są dla nas ważni.

Wkleilam tu komentarz Hanny u Morgany bo niestety przyznaje jej rację.

coraz bliżej idą święta


Tradycyjnie jak co roku
sypią się życzenia wokół,
większość życzy świąt obfitych
i prezentów znakomitych,
a ja życzę, moi mili,
byście święta te spędzili
tak jak każdy sobie marzy.
Może cicho bez hałasu
idąc na spacer gdzieś do lasu,
może w gronie swoich bliskich
jedząc karpia z jednej miski,
może gdzieś tam w ciepłym kraju
czując się jak Adam w raju,
może lepiąc gdzieś bałwana,
jeśli śniegu napada.
Downloads: 6802
**************************************************************************************



Słodki przysmak nadziewany makiem króluje na każdym świątecznym stole. Na pewno posmakuje ci także w powszedni dzień na podwieczorek, czy na wycieczce rodzinnej. Szkoda, że formy do babek nie są większe…

Składniki:

125 ml mleka
mak
4 łyżki miodu
gałka muszkatołowa
10 g cukru waniliowego
150 g masła
150 g cukru
sól
2-4 jajka
270 g mąki średnio zmielonej (np. krupczatki)
1 proszek do pieczenia
65 ml śmietany
masło do natłuszczenia formy
mąka do podsypania formy

Przygotowanie:

Drobno zmielony mak włożymy do rondla z mlekiem. Dodamy miód, trochę startej gałki muszkatołowej i cukier waniliowy. Mieszając co pewien czas gotujemy.
Do garnka włożymy masło, cukier, szczyptę soli, jajka i ucieramy, aż się spieni. Następnie dodamy mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia i zalejemy śmietaną. Wymieszamy.
Do formy, natłuszczonej masłem i podsypanej mąką, wlejemy połowę porcji ciasta. Na nią wyłożymy ugotowany wcześniej mak i zalejemy pozostałym ciastem. Napełnioną formę umieścimy w średnio nagrzanym piekarniku i powoli pieczemy 40-45 minut.

Jeszcze jeden wypiek z makiem. Ciekawy przepis znalazłam przed chwilką w sieci, dlatego go tu dla nas wkleilam

















niedziela, 16 grudnia 2012

Wszystkiego po trochę






Gwiazda betlejemska to roślina, bez której wielu z nas nie może sobie już wyobrazić świąt Bożego Narodzenia.



Gwiazda betlejemska to roślina, bez której wielu z nas nie może sobie już wyobrazić świąt Bożego Narodzenia. Poinsecja, czy też Wilczomlecz nadobny, bo takie są mniej znane nazwy tego kwiatu, odniosła niesłychany sukces w naszym kraju i roku na rok jej popularność rośnie. Warto zatem poświęcić jej chwilę czasu i zastanowić się, jak odpowiednio ją pielęgnować, by jak najdłużej i jak najpiękniej cieszyła nas swoimi kwiatami.
Pomimo, iż okres kwitnienia taj rośliny przypada na miesiące zimowe, może to być bardzo mylne dla niedoświadczonych hodowców. Poinsecja do prawidłowego rozwoju potrzebuje temperatur z zakresu od 18 do 21 stopni. Należy za wszelką cenę unikać spadków temperatury poniżej 12 stopni, gdyż bardzo często powoduje to utratę liści przez roślinę. Nawet krótkotrwałe spadki temperatury są niedobre. W okresie przedświątecznym spotyka się czasami ludzi handlujących tymi okazami na straganach lub w przyulicznych kioskach. Takich miejsc powinniśmy unikać, gdyż egzemplarze tam przechowywane są narażone na przechłodzenie. Nawet kupując roślinę w dobrych kwiaciarniach trzeba uważać, by nie narazić jej na zimno w czasie transportowania. Ponadto przy przenoszeniu uważamy na jej delikatne i kruche łodyżki oraz liście. Przy wyborze kierujemy się stanem ogólnym kwiatu, gęstością ulistnienia oraz tym, by gwiazda była dobrze porozgałęziana i tworzyła zwartą całość.
**********************************************************************************************makowiec-na-kruchym-spodzie
http://bajkorada.blogspot.com/2011/12/makowiec-na-kruchym-spodzie.html

Składniki:
  • 250 g masła
  • 5 jajek
  • 2,75 szklanki mąki
  • 1,5 szklanki cukru pudru (do piany)
  • 1 łyżka cukru pudru (do ciasta)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 łyżka kakao
  • masa
  • 0,5 szklanki włoskich orzechów
  •  makowa (u mnie 900 g) - uwaga! na rynku są różne masy, zwróćcie uwagę na procentową zawartość maku, jeżeli masa jest wodnista koniecznie należy ją odsączyć
Z masła, żółtek, mąki, proszku do pieczenia i łyżki cukru pudru zagnieść ciasto. Podzielić je na 3 części i jedną z nich połączyć z kakao. Ciasto włożyć do woreczków i schłodzić w zamrażalniku. 
Białka ubić na sztywną pianę z dodatkiem szczypty soli i 1,5 szklanki cukru pudru (najpierw na sztywno białka z solą, a następnie małymi partiami dodawać cukier puder). 
Na blaszkę (wyłożoną papierem do pieczenia) zetrzeć na tarce o grubych oczkach jedną część jasnego ciasta. Następnie wyłożyć masę makową (ja moją wzbogaciłam o posiekane orzechy włoskie). Na mak zetrzeć ciasto kakaowe, wyłożyć pianę i na wierzch ciasto jasne. Piec około 45 minut w 180 stopniach. Najlepsze na drugi dzień - kiedy masa makowa stężeje, ale jedliśmy też od razu po ostudzeniu i było pyszne. 

Podobał mi się ten przepis więc go tu dla nas skopiowalam



*****************************************************************************************************************************************Minęła północ. Wzasadzie już byłam w łóżku, ale nie mogę ostatnio spać,chyba winne leki. Włączyłam więc komputer i buszuję po sieci. Z moimi rękami i tak niewiele potrafię robic i sobie odpuszczam w tym roku wielkie pucowanie. Nawet w salonie okno będzie może bez firan jak nie będzie mi miał kto je powiesić  a to 10 metrowa firana na całe wielkie okno.
 Nie spodziewam się w tym roku nikogo. Dzieci z wnukami wybywają do rodzin swoich partnerów, a ja i tak nie potrafię w tym roku  wielce naszykowac na większą skalę,i nawet z zakupami nie zamierzam dzieciom glowy zawracać.
 Te zapasy ktore mam muszą mi wystarczyc. Mam zresztą zamrażarkę dobrze zaopatrzoną.
 Odwiedził mnie dziś mój młodszy syn i opowiedział mi że teściowa jego krótko przed wigilią dostanie juz ostatnią porcję chemii, a po niej zawsze się bardzo źle czuje.
 A Pawełek siedmiolatek mój wnuczek i synuś mojego młodszego znów ma ropną anginę juz drugą od kiedy poszedł do pierwszej klasy, i tez nieciekawie te święta się im zapowiadają. 
Na dworze śniegu juz nie ma bo jest odwilż, a jutro przychodza mi wymienac licznik elektryczny. I tak to doszliśmy do ostatniego przedświatecznego tygodnia. A ja to rozleniwiona jak jeszcze nigdy w moim długim życiu tak tuz przed świętami. Dziwnie się z tym czuję. Idę spać. Zdrowia i wszystkiego dobrego na początek tego tygodnia wszystkim tu zaglądającym.

sobota, 15 grudnia 2012

Trochę dla ducha- trzeci adwent








. Radość  powinna być  nieprzemijająca. Gdy już u nas zagości, ma ogromną siłę.

 Wbrew pozorom nie wyzwala pokładów gromkiego śmiechu,

 nie zmusza do zabawiania towarzystwa, opowiadania dowcipów czy uśmiechania się zawsze, bez względu na okoliczności.

 Powinna być tyle głęboka, że potrafi uchronić przed wielkim smutkiem, złem, samotnością, wrogością świata i zagubieniem.

Ale tylko ta prawdziwa   radość pochodząca od Siły Wyższej.,

 bo o niej tu mowa.

I stąd też jej trwałość i szczerość.

  Pomaga przyjrzeć się każdej biedzie i nie odwrócić oczu.

 Pozwala zamykać spory bez kłótni, cieszyć się z osiągnięć innych ludzi i uśmiechać się do pierwszych myśli po przebudzeniu.

 Jest nawet w cierpieniu, bo to dzięki niej mamy nadzieję na uzdrowienie, a także w sens każdego cierpienia.

 Nasze dobre nastawienie do świata każe nam we wszystkim zachowywać ten niczym nie zastąpiony wewnętrzny uśmiech,
 który nieustannie nas wzmacnia, i jako jedyny ma do tego prawo.


 Ale:

Jeśli szukamy radości, która na chwilę nas ucieszy, nie bacząc, jakie skutki przyniesie dla nas lub dla innych,
 prędzej czy później ogarnia nas smutek. 

Powstaje pustka i często ktoś przy tym bywa zraniony.

 A świat dalej uczy „asertywności”, wygłasza pochwałę życia i zachęca do czerpania z niego pełnymi garściami.

 Nie mówi, co robić z bólem, na który nie ma leku, jak sobie radzić z ciężarem, który przekracza nasze możliwości.

 Każe wstawać i iść naprzód jak najszybciej, tak, by inni nas nie wyprzedzili; w pracy, w domu, w szczęśliwej jak z obrazka rodzinie,

 w wybielonym uśmiechu i wreszcie w radości z posiadania tego wszystkiego.

 Nawet jeśli niewielu z nas ten schemat odpowiada. Bo to jest schemat; sztuczny, smutny świat, choć z pozoru zachwyca.

 W tym jest niebezpieczeństwo. Poszukując jedynie uciechy i radości w otaczającym świecie, możemy narazić się na niezłe rozczarowanie. 

****************************************************************

Znalazłam te mądrości w sieci. Czasem warto coś takiego sobie przeczytać i się nad tym wszystkim zastanowić. Bo nie samym chlebem żyje przecież człowiek  Milej niedzieli nam życzę, i zdrowia przede wszystkim-;))

Pierogi , i pobożne życzenie -dwa dni z diety


Postne dwa dni w tygodniu dla naszego zdrowia

Powtórka z lektórki z mojego starego bloga

 Badania prowadzone w szpitalu uniwersyteckim w Manchesterze wykazały, że wyłączenie na dwa dni z diety takich produktów, jak makaron, chleb, ziemniaki i tłuste potrawy jest skuteczniejszym sposobem odchudzania się, niż stosowanie diety przez siedem dni w tygodniu.
Tyle na temat sieć
****
To już chyba ostatni dzwonek by się trochę powstrzymać od zbyt obfitego jedzenia przed świętami. Adwent powinien nas do tego przecież zachęcac. A ja w innych latach przestrzegalam to skromniesze jadło z dobrym skutkiem ,ale nie w tym roku. Wręcz przeciwnie.
Jutro rano wejdę na wagę i zobaczę ile mi przybylo od tego codziennego łasuchowania . a tak się przecież cieszylam jak mi te 8 kg na wadze spadlo parę miesięcy temu.
Fakt,ze te długie wieczory z wnukami nie sprzyjają odchudzaniu. Zresztą mi nawet nie o takie drastyczne odchudzanie chodzi, ale o ten umiar i o tą moją silną wolę którą gdzieś zawieruszyłam.

Tyle na ten temat w zeszłym roku. A jak jest teraz,-teraz wszystko trochę inne. Łasuchowanie trochę mi przeszło. Nawet z dwa kilo schudłam ,ale teraz przez sterydy nadrobię to na pewno  Poza tym mniejszy ruch i niewychodzenie z domu także mi dobrze nie zrobi. 
Wczoraj wnukom dogadzałam pierogami z malinami. Miałam na szczęście jeszcze ciasto na pierogi bo za dużo sobie zrobiłam do moich ruskich. A maliny w zamrażarce miałam. Jadły aż im się uszy trzęsły. Wyjątkowe ciasto na te pierogi mi tym razem wyszło. Nalałam wrzątku do mąki ,potem odrobina oleju i soli wszystko szybko widelcem w garnku wymieszalam i jak już można było rękę w to włożyć całe jajko w to wbiłam . Musiałam potem jeszcze dosypać mąki ale już mi się zaczęło robić takie fajne elastyczne ciasto,to je przykryłam pokrywką i czekało na farsz ruski. Trochę dłużej się gotowały te pierogi i były takie cudownie zwięzłe jak swojski makaron. Zawsze tylko żółtko dodawałam ale tym razem i z tymi malinami bardzo mi one się udały.
Tyle na temat mojego odchudzania he he. 

Archiwum bloga