piątek, 14 listopada 2014

Gdyby narzekanie polepszało stan emocjonalny, to zważywszy częstość, z jaką narzekamy, powinniśmy być pogodni niczym skowronki, podczas gdy w rzeczywistości jesteśmy narodem nieżyczliwych sobie ponuraków”,

http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/pozytki-narzekania


(....)

O polskiej „kulturze narzekania” pisano już w latach 90. Dziś, choć żyje nam się coraz lepiej, wciąż nie możemy się bez niego obyć. Niestety, wieczne malkontenctwo w końcu może nam się odbić czkawką.
Na swoje wieczne niezadowolenie utyskuje niemal każda nacja. „Dlaczego Singapurczycy tak zrzędzą?”, „Czemu Francuzi wiecznie marudzą”, „Kiedy Anglicy stali się narodem malkontentów?”, pytają nagłówki zagranicznych portali. Według badań agencji monitoringu mediów społecznościowych Brandwatch przeprowadzonych dla „The Telegraph”, narodem, który najbardziej narzeka na pogodę, są Brytyjczycy. Mieszkańcy Wysp, obok Włochów i Niemców, znaleźli się też w rankingu najczęściej skarżących się konsumentów prowadzonym przez portal konsumencki Kelkoo. Społeczeństwem wiecznych malkontentów coraz częściej ogłaszają się nawet Amerykanie, przez inne nacje postrzegani jako niepoprawni optymiści. Narzekanie na narzekanie stało się ogólnoświatową konkurencją olimpijską. Złoty medal w tej dyscyplinie wciąż jednak należy do Polaków.
W kraju nad Wisłą z ciągłego zrzędzenia uczyniliśmy prawdziwą sztukę. Polskie malkontenctwo dorobiło się kilku poważnych opracowań naukowych i zostało uznane za przywarę o doniosłej roli kulturotwórczej. Wkład czarnowidztwa w kształtowanie charakteru narodowego opisali już prof. Bogdan Wojciszke i dr Wiesław Baryła w książce „Kultura narzekania i jej psychologiczne konsekwencje”. W tej publikacji socjolodzy przytaczają badania prof. Janusza Czapińskiego z roku 1993, mówiące, że jedynie 23% z nas uważa, iż „w Polsce wypada mówić o swoim szczęściu”, za to aż 51% sądzi, że Polacy lubią utyskiwać bez powodu. „Narzekamy, by poprawić sobie humor, a humor pozostaje przeważnie zły. Gdyby narzekanie polepszało stan emocjonalny, to zważywszy częstość, z jaką narzekamy, powinniśmy być pogodni niczym skowronki, podczas gdy w rzeczywistości jesteśmy narodem nieżyczliwych sobie ponuraków”, podsumowują bezlitośnie naukowcy.(....)






                         ***********************   
A tak miałam dziś w planie tu ponarzekać. 

1 Na pogodę bo się zachmurzyło.

2. Bo mi się dziś  nic nie chce..i z czego tu się cieszyć hehe.
..
3 Czyli zawsze ta sama bieda, no nie..???

4 I znów ten piątek, czy wam ten czas też tak ucieka???

Mimo to miłego dnia życzę , może to się nam w końcu dziś uda...i będzie miły...ten dzisiejszy dzień...








*******************************************************************
Rację ma Kochanowski, wielką rację..dziś szczególnie mi nie wesoło ech....


czwartek, 13 listopada 2014

A jedzenie nie jest prostą funkcją fizjologiczną, lecz ważnym elementem życia rodzinnego i towarzyskiego.(...)

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1561867,1,ciasteczka-amaretti-i-slodka-konfitura.read

Polecam czytać całość link wkleiłam powyżej

(....)Przepisy na ciasteczka podawane do herbaty w każdym domu są nieco inne, lecz mają niemal zawsze jeden wspólny rys: są proste i przepyszne. Prababcie, babcie i mamy nie wyobrażały sobie popołudniowej herbatki lub wszelkich innych spotkań w gronie przyjaciół czy rodziny bez odrobiny chrupiącej słodyczy. Pomagało to w rozmowie, ale także pozwalało na zaznaczenie pewnej odrębności. W jednym domu specjalnością były tzw. makaroniki, w innym ciasteczka z cynamonem bądź orzechami, a w jeszcze innym ciasteczka z kroplą likieru amaretto. Jego goryczka w połączeniu ze słodyczą ciasta dawała poczucie wyrafinowania. Te tradycje warto kontynuować.
Pogryzając kruche ciasteczka czy sięgając po konfitury, z miłością myślimy o tych, którzy przyrządzali i jedli to samo co my dzisiaj. A że są to wyjątkowe przysmaki, to i pamięć o naszych babciach oraz dziadkach bywa pełna słodyczy.(....)

                              *******************************
A z brzydkiej jeść się nie chce – Dodał szeptem ojciec




obrazek z sieci

(....)do posiłków należy zasiadać z czystymi rękami i w schludnej odzieży, a na stole winny się znaleźć eleganckie talerze i dobrane do dań sztućce. Słowem – nic przypadkowego i brzydkiego. Spotkanie przy stole (nawet bez gości i świąt) jest bowiem małą uroczystością. A jedzenie nie jest prostą funkcją fizjologiczną, lecz ważnym elementem życia rodzinnego i towarzyskiego.(...)

Ciastka z platków owsianych






Składniki

ilość porcji: 30 

  • 250 g masła
  • 500 g płatków owsianych
  • 200 g cukru
  • 3 jajka, roztrzepane
  • 5 łyżek mąki pszennej

Sposób przygotowania

Przygotowanie: 20min.  ›  Gotowanie: 20min.  ›  Gotowe w: 40min. 

  1. W małym rondelku, na małym ogniu stopić masło (nie przyrumienić). Wmieszać płatki i cukier i mieszać, aż cukier się całkowicie rozpuści. Zdjąć z ognia i odstawić, aby przestygło.
  2. Kiedy całkiem ostygnie, wmieszać jajka. Dodać przesianą mąkę i dobrze wymieszać.
  3. Rozgrzać piekarnik do 200 C; dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia.
  4. Za pomocą łyżki nakładać małe porcje ciasta na blachę. Piec w rozgrzanym piekarniku przez 20-30 minut.

Mililitry, szklanki, łyżki...

Gubisz się w przeliczaniu szklanek na gramy? Nie wiesz ile mililitrów mieści się w łyżce? Sprawdź nasz artykuł "Przeliczniki kuchenne", gdzie znajdziesz odpowiedzi na te i wiele innych pytań, a także szybką ściągawkę z najpopularniejszymi składnikami.


************************************************************************
http://pysiamn.blox.pl/2011/03/Domowe-Ciasteczka-Owsiane-z-Owocami.html


Domowe Ciasteczka Owsiane z Owocami

I wreszcie moje ulubione (nie tylko moje ;) ) DOMOWE ciasteczka owsiane.

Długo poszukiwałam dobrego przepisu...

Przyznaje też, że ten jest modyfikacją kilku znalezionych w necie :P


Domowe Ciasteczka Owsiane z Owocami



Skład:

  • margaryna [0.5 kostki] (połowa kostki miękkiego masła/margaryny polecam Kasię ;))

  • mąka pszenna [1 szklanka]

  • płatki owsiane [1 szklanka] (polecam błyskawiczne płatki owsiane)

  • cukier (1/4 szklanki na oko ;))

  • rodzynki [50 g] (połowa małego opakowania)

  • suszone śliwki [80 g] (na oko jakieś 8-10 śliwek zależnie od wielkości)

  • morele [80 g] (na oko ok 8 sztuk)

  • sól (szczypta)

  • cynamon [2 łyżeczki]

  • proszek do pieczenia [1 łyżeczka]

  • cukier waniliowy [1 łyżeczka]

  • jajka [1 szt.]

  • żurawina [50 g]


Przygotowanie:

Mąkę wymieszać z płatkami oraz proszkiem do pieczenia, cynamonem i szczypta soli...

Masło utrzeć z cukrem i cukrem waniliowym...dodać jajko i dalej ucierać..ew. zmiksować (będzie szybciej)...

Owoce suszone poza rodzynkami i żurawiną posiekać w dość drobne paseczki ew, kostkę ...Morele suszone, suszone śliwki, rodzynki i żurawinę suszoną ...zalać wrzątkiem i po kilku minutach dokładnie odsączyć wodę...

Jeśli macie super świeże i miękkie owoce to nie trzeba :D to zależy od firmy ;)

Z kolei, jeżeli nie lubicie jakichś owoców można śmiało go zastąpić orzechami ;) lub posiekaną czekoladą...

Masę z masła połączyć z masą mączną...dobrze wyrobić i do tego dodać na koniec te owoce.


Uformować dużą kulę...zafoliować i wstawić na 0,5h do lodówki.
 Po 30 min wyjąć kule na blachę wyłożyć papierem do pieczenia ... formować kulki wielkości orzecha włoskiego i na reku go rozpłaszczyć, układać na papierze w kilku cm odstępach bez konieczności smarowania go tłuszczem.


Piec ok 17-20 min 180-200stopni do zarumienienia...


Wyjąć...przestudzić i konsumować...najlepiej podać z mleczna kawą...


Ważne ! Jeśli spodziewacie się gości od razu polecam zrobić z podwójnej porcji ;)

Wtedy trzeba będzie piec na 2-3 razy w piekarniku...


Polecam!!!


Z podanej porcji wychodzi ok 18-20 ciasteczek
środa, 30 marca 2011, pysiamn
  
                      ********************************
                                         ******************

kupuję ciasta i ciastka w naszej dzielnicowej prywatnej ciastkarni. Kiedyś piekłam i to nawet bardzo często.

Ale tak dobrych owsianych ciastek jakie piekła moja Mama, to nie udało mi się upiec. Ten pierwszy przepis podobny do tego przepisu mojej Mamy..

Nie codziennie, ale czasem do popołudniowej kawy przyda się mieć coś slodkiego i do tego jeszcze zdrowego...wczoraj mialam taki napad na coś słodkiego. Uwielbiam bezy. Kupiłam sobie 10 deko i mam na wiele takich podwieczorków, bo to takie leciutkie, i dużo ich na wagę wychodzi. 10 deko za 2,30, to mi nie warto piec. A te 3 sztuki do kawy to tyle chyba ile kalorii ma łyżeczka cukru..choć te owsiane z owocami z tego przepisu powyżej pewnie zdrowsze, może się kiedyś skuszę i upiekę...

środa, 12 listopada 2014

Nikt nie tyje nagle. Autorzy raportu podkreślają, że u większości osób wzrost masy ciała następuje stopniowo i zwykle jest niezauważalny . Dopiero podczas ważenia okazuje się, że po kilku latach przybyło kilka kilogramów.(PAP)

http://zdrowie.wp.pl/dieta/abc-odchudzania/art147,jak-jesc-zeby-nie-tyc.html
(.....)


  wkleilam tylko to co mnie zainteresowało

. Kto chce moze przeczytac całość. Link jest powyzej




Aby się odchudzić, nie wystarczy jeść mniej tłuszczy.
 Największy ubytek masy ciała uzyskiwały osoby, które jadły więcej jogurtów i orzechów, a nawet masła orzechowego. Orzechy zawierają dużo korzystnych dla zdrowia tłuszczów roślinnych, natomiast masło orzechowe pomaga w odchudzaniu prawdopodobnie dlatego, że daje uczucie sytości.

Zaskoczeniem jest, że na tycie (i odchudzanie) nie ma większego wpływu spożywanie mleka (zarówno tłustego, jak i odtłuszczonego), ani serów. Jedynie jogurt w większych ilościach pozwala wciągu 4 latach schudnąć średnio o 0,4 kg - sugerują badania.
Dr Frank B. Hu z Harvard School of Public Health, również współautor opublikowanego na łamach "JAMA" raportu, tłumaczy, że jogurt zawiera wiele cennych bakterii. Pobudzają one w jelitach wytwarzanie hormonów, które zwiększają uczucie sytości i przyspieszają przemianę materii.

Na metabolizm najbardziej niekorzystny wpływ mają tzw. węglowodany oczyszczone, pozbawione głównie błonnika, znajdujące się w białym pieczywie, ciastach, białym ryżu, płatkach kukurydzianych i popcornie. Powodują one spowolnienie przemiany materii, co sprzyja tyciu.

Na tycie wpływa też tryb życia. Osoby, które śpią za mało (mniej niż 6 godzin na dobę) i za dużo (ponad 8 godzin), częściej mają kłopoty z utrzymaniem prawidłowej masy ciała. Tyciu sprzyja też częste oglądanie telewizji, prawdopodobnie dlatego, że w tym czasie wiele osób więcej je.

Alkohol zawiera dużo kalorii, ale stosunkowo najmniej tuczące jest picie wina. Potwierdziło się, że przybieraniu na wadze sprzyja rzucanie palenia. Z badań wynika, że osoby, które pozbyły się tego nałogu, w ciągu pierwszych czterech lat przytyły średnio o 2,5 kg. Ale w następnych latach nie miały one już z tym kłopotów.

Nikt nie tyje nagle. Autorzy raportu podkreślają, że u większości osób wzrost masy ciała następuje stopniowo i zwykle jest niezauważalny
. Dopiero podczas ważenia okazuje się, że po kilku latach przybyło kilka kilogramów.(PAP)


 Na zasadzie prób i błędów doszłam już chyba teraz do tego na czym i w czym były te błędy w tych posiłkach u mnie. Po pierwsze za duże porcje, a po drugie zbyt mało rozciągniete w czasie posiłki. Zaczynałam koło 1 w południe, (śniadań wogóle nie jadlam) a potem nawet do godzin nocnych apetyt wzrastał mi w miarę jedzenia. I tak te kg w latach się mi nagromadziły. Teraz także sobie jedzenia nie żałuję, ale inaczej to jedzenie sobie rozkładam w czasie, na mniejsze porcje, i tylko do godziny najwyżej 20. kiedy później się kladę. I to u mnie działa. Mam już prawie 9 kg mniej, i to w przeciągu kilku miesięcy.(zaczęłam w lipcu,a choruję do tego na niedoczynność tarczycy) Ale kręgosłup mi za to bardzo już dziękuje . Śmigam teraz po moich schodach tak jak dawniej i już tak nie sapię, hehe. Rano także jak dawniej nie bardzo lubię obfite śniadania, ale kupuję sobie banany, i rano jem jeden banan po moim kubku kawy instnt z mlekiem ale bez cukru. 
2 godziny potem robię sobie owsiankę albo musli z mlekiem. Po następnych co najmniej2 godzinach obiad, i tak wlasnie potem patrzę na zegar kiedy znów mogę coś przekąsić. U mnie to działa, ale kazdy musi to u siebie próbować co dla niego jest skuteczne. Wszyscy się przeciez różnimy, czasem leki także są przyczyną tycia i trzeba dobrze poczytac ulotki, a potem z lekarzem uzgodnić jakieś zmiany. Pozdrawiam serdecznie i miłego dnia zaglądajacym tu do mnie życzę-;))

wtorek, 11 listopada 2014

11 listopad 2014- to tu, w mojej małej ojczyźnie,w domu i w moim ogrodzie


Ten domek widoczny w śród zieleni jest domem mojego młodszego syna

Witajcie!



Ciepło i słonecznie zaczyna się dzionek, 

więc planuję spacer, by podziwiać kolory jesieni i

 doceniać NIEPODLEGŁĄ. Z pozdrowieniami - Nina



Tak mi w dzisiejszych komentarzach napisała Nina(nie

 ma własnego bloga a szkoda)

Mogę się jedynie pod tym podpisać,


bo kolorowo tej jesieni  jest wśród nas-;)))

Nie proszona-jak to zwykle tu w necie- zapraszam na dzisiejszy bardzo piękny post naszej blogowej Klarki. Świat nie zawsze bywa zły....

http://klarkamrozek.blogspot.com/2014/11/opowiadanie-o-porzadnych-ludziach.html?showComment=1415697694598#c4096671501521467269

poniedziałek, 10 listopada 2014

Na emeryturze zawsze jest niedziela hehe






Poniedziałek godzina 11,50

Siedzę tu piję gorzką herbatę i chrupię do tego sucharki.
W nocy był u mnie przemarsz wojsk. Ale na szczęście to nie jest grypa żołądkowa. 
Mam dziś ścisłą dietę..Na obiad tylko ryż..Miłego dnia zaglądającym do mnie życzę, i zdrowia przede wszystkim-;))




obrazki z sieci hehe

niedziela, 9 listopada 2014

Tak się cieszyłam na tą niedzielę

Tak się cieszyłam na tą niedzielę i niestety czasem jest jednak inaczej..

Pogoda w porównaniu z dniem wczorajszym jest zupełnie inna. Słoneczko grzeje a ja moje żółwie, które teraz tu przez te zimne miesiące trzymam w domu w malej wanience zamiast w ogrodzie w oczku wodnym, wystawiłam do słoneczka na moim południowym balkonie tu na pietrze.

W kościele było bardzo trudne do wytrzymania kazanie młodego franciszkanina, ktory nie wiadomo skąd znalazł się w 21 wieku jakoś zupełnie nie na miejscu. To już niestety nie średniowiecze. Jeszcze do tego przeraźliwie wrzeszczał.

Cieszyłam się na wspólny obiad z młodymi i także nie wypalił.bo zaczęli się kłócić pomiędzy sobą, więc sobie poszłam.
 Dobrze że jeszcze miałam wczorajszy barszcz ukraiński. Zjadłam w spokoju i ze smakiem. Ech...


sobota, 8 listopada 2014

To i owo

Twarze

ukradłam to dziś Tatulowi - dziś wam mojej twarzy nie pokażę hehe (znów jedną zmarszczkę więcej moim lustrze zobaczyłam)ttp://tatulowe.blog.onet.pl/



***************************************************************************
http://simplicite.pl/szafa-minimalistki-nowej-odslonie-pierwsze-podejscie-capsule-wardobe/

szafa-minimalistki-capsule-wardrobe-6

obrazek z tamtego bloga

A tak naprawdę grzebię w moich szafach bo ten blog ,(którego adres powyżej tu wpisałam) odkryłam dziś przypadkowo w sieci. Wprawdzie do młodzieży i ich sposobu ubierania się to juz mi trochę za daleko, ale czasem jakieś pomysły od nich warto odgapić hehe.


*******************************************************************************




Podobnie mam z blogami kulinarnymi. Dziś robię na obiad barszcz ukraiński, ale taki już po mojemu odchudzony, bo przecież przepis który mam tu poniżej,-skopiowany, to pewnie dla ciężko pracujących młodych żyjących w kraju w którym panują często mrozy poniżej minus 30 stopni.



http://www.natemat.com.pl/smacznepodroze/zupy-swiata/borszcz-barszcz-ukrainski.html


Borszcz - barszcz ukraiński
Barszcz Ukraiński, Borszcz. Ukraina

Stolicą barszczu jest miejscowość Barszczewo na ukraińskim Podolu.  Co roku odbywa się tam festiwal kulturalny barszczu: „Borszczjiw” (barszcz jadł). Każdy region Ukrainy, a nawet każda gospodyni lub gospodarz mają swój własny przepis, na tę najpopularniejszą u naszych sąsiadów, zupę. Popularny w Polsce czysty barszcz nie jest znany na Ukrainie. Tam pod tą nazwą (barszcz), kryje się zupa, która w naszym kraju nazywana jest barszczem ukraińskim.

Dzięki uprzejmości redakcji polonijnego Kuriera Galicyjskiego  (dwutygodnik ukazujący się na Zachodniej Ukrainie), publikujemy przepis na barszcz, podany przez samego mera (burmistrza) Borszczowa, Iwana Baszniaka. Przepis sprawdziłem wiele razy z doskonałym efektem. Tajemnica smaku zupy według mera Baszniaka  tkwi m.in. sposobie przygotowywania buraków, których nie gotuje się w wywarze, ale przyrządza się coś w rodzaju zasmażki z cebulą, koncentratem i śmietaną, która dodaje się do wywaru i natychmiast zdejmuje z ognia.

Przepis

Składniki:

0,5 kg żeberek wieprzowych,
4-5 buraków,
kostka rosołowa,
20 dag fasoli (ja daję fasolę z puszki),
0,5 kg ziemniaków,
1/3 niewielkiej główki kapusty,
marchew,
pietruszka,
2 cebule,
pojemnik śmietany (250 g),
średni słoik koncentratu pomidorowego,
liść laurowy,
cytryna,
1-2 ząbki czosnku,
natka pietruszki,
koperek.

Sposób przyrządzania:

Podsmażamy żeberka na patelni, lekko solimy i wkładamy do garnka.
Dodajemy 1 cebulę, pietruszkę, marchew, kostkę rosołową i zalewamy wodą – ok. 2,5 l i gotujemy na wolnym ogniu.
Dodajemy fasolę (uprzedni namoczoną). Jeśli będzie to fasola z puszki, wkładamy ją do garnka po ziemniakach.
W osobnym garnku gotujemy buraki (w  łupinkach) do miękkości. Po ugotowaniu zalewamy zimną wodą.
W tym czasie obieramy ziemniaki, kroimy w plasterki i wkładamy do garnka z wywarem.
Czyścimy kapustę z liści zewnętrznych, usuwamy głąb i kroimy w krótkie i szerokie paski. Wkładamy do oddzielnego garnka i gotujemy w osolonej wodzie, aż będzie prawie miękka. Odstawiamy z ognia, odcedzamy i wkładamy do garnka z wywarem. 

Zasmażka: 
Wlewamy na patelnię olej, dodajemy cebulę pokrojoną w drobną kostkę, kiedy usmaży się na złoto dodajemy koncentrat pomidorowy, mieszamy i wlewamy całą śmietanę, dusimy na wolnym ogniu przez ok. 10 min. 
Obieramy buraki i trzemy na tarce o różnych oczkach, połowę na dużych, połowę na małych. Wkładamy na patelnię z cebulą. Przez 10 min. duszenia ma na niej pozostać połowa składników, druga połowa powinna się wygotować. 

W tym czasie dodajemy do garnka utarty czosnek, liść laurowy, pieprz, sól, sok z połówki cytryny. Do garnka dodajemy zasmażkę, mieszamy, doprowadzamy do wrzenia i natychmiast zdejmujemy z ognia. Zupa powinna mieć mocny czerwony kolor. Na koniec dodajemy posiekaną zieleninę. Nie nakrywamy garnka pokrywką.

Pampuszki do barszczu
Na Ukrainie często podaje się do barszczu czosnkowe bułeczki – pampuszki. 

Przepis

Składniki:

45 dag mąki pszennej, łyżeczka cukru, płaska łyżeczka soli, łyżeczka soku z cytryny, czubata łyżeczka drożdży, jajko.

Polewa czosnkowa:
3 ząbki czosnku, pół łyżeczki soli, 2 łyżki oleju, 50 ml przegotowanej, zimnej wody.

Przyrządzanie:

Zagniatamy ciasto aby trochę kleiło się do rąk, po czym odstawiamy w ciepłe miejsce na 1,5 godz. Z wyrośniętego ciasta wyrabiamy 16 bułeczek. Wkładamy je do formy, posmarowanej masłem. Nakrywamy ściereczką na 40 minut. Smarujemy bułeczki roztrzepanym jajkiem. Pieczemy 25 min. w temperaturze 190 stopni.

Przyrządzamy polewę:
Przepuszczamy czosnek przez prasę, po czym powinniśmy utłuc go z solą dodać olej i wodę, wymieszać.
Gorące bułeczki polewamy polewą.

gotował: Piotr Janczarek, fotografował: Jerzy Linder
**********************************************************************************
17, 25 i ani jeden komentarz. A w realu podobna cisza. Aż w uszach mi dzwoni. Na dworze dziś już prawdziwie listopadowa pogoda,i na całe szczęście nie musiałam nigdzie wyjść z poza mojego mieszkania. Ale i tu zimno, jeszcze nie poszłam dziś do kotłowni. Jestem ciepło ubrana, ale stukając tu mam zupełnie zimne palce. Po południu przez sekundę zadzwonił telefon stacjonarny, ale to najwidoczniej była pomyłka.
Gdyby mi się coś w ciągu dnia się złego przytrafiło to nikt by się dziś jakoś tym nie zainteresował z moich bliskich. najwidoczniej myślą że jestem niezniszczalna,,,Mój młodszy syn ostatni raz przez telefon się do mnie odezwał 1 listopada, pytając mnie jedynie czy jadę z nim na cmentarz (jednak byłam już umówiona z jego starszym bratem). Mój starszy syn zaglądał wprawdzie w tym tygodniu, bo wisiałam mu kasę(opłaca mi rachunki przez internet), ale poza tym także dla mnie czasu nie ma, podobnie córka, która była nawet 2 razy na cmentarzu tu prawie koło domu, ale spieszy się zawsze w inne miejsca i nie ma najwidoczniej chęci by wpadać do mnie nawet na chwilkę.Zawsze ja do niej dzwonię.No..koniec stukania.. idę zapalić piec w kotłowni....przynajmniej jeszcze sama sobie jakoś radzę.. tylko jak długo jeszcze tego się zaczynam juz powoli bać..w takiej sytuacji.

Teraz jest już godzina,
19,32

Strachy na lachy hehe. Ciepło w mieszkaniu się zrobiło i na serduszku także. Był syn Marcin zaprosił na obiad na gąskę (pięciokilową- ładna mi gąska hehe). Ponosił worek węgla do kotłowni.i teraz tu. odszczekuję tym samym te moje narzekania....Świat nie jest taki zły.jak to czasem wygląda.....komentarze także się pojawiły-dziękuję!!!

Archiwum bloga