Znalezione w sieci.
Na dworze dziś u nas leje. Ta bajka to posiada również inny taki morał moim zdaniem,że nie warto być za dobrym. Ja pamiętam jeszcze takie czasy z PRL u kiedy chleb był tak tani że opłacało się go kupować na karmę dla zwierząt. Pewnie wielu ten darmowy chleb również w tym celu sobie pobierało.
Bajka o darze szczerego serca i złym prawie
Zbigniew Żbikowski
Kto w obliczu ludzkiego nieszczęścia
ogląda się za sposobnością czerpania
korzyści godzien jest najwyższego potępienia.
Prastare prawo natury
Razu pewnego w kraju, który dobrze znacie, szedł wędrowiec - mój przyjaciel. Skory do psot no i figli. Szedł on do pobliskich Rygli. Rygla to mieścina mała, w której znaleźć coś zamierzał, ale z tego się nie zwierzał, więc ja nie wiedziałem po co tam szedł. Ów wędrowiec maszerując, tupał nogą podśpiewując - i rytmicznie podskakując. Każdy, kto go widział wtedy zapominał swojej biedy - zapominał swoje troski, na ten widok niemal boski. Bo wesoły nasz bohater w sercu budził miły wiater, który, jak się często zdarza, humorem innych zaraża. Uszedł tak już wiorst on wiele - minął lasy, minął strumień, a na mostku - tam przy drodze - stanął on na jednej nodze i tak patrzył w bystre wody. Dziwił się prawem przyrody. Zachwycał się harmonią tego prawa. Zadziwiała go cała ta sprawa. Bo jakże się tu nie dziwić? Wszak cud to jest prawdziwy, że ptaki latają, bo skrzydła mają. Ryby dla ciągłej ochłody nie wychodzą wcale z wody. Psy szczekają, muchy brzęczą, a dzieciaki ciągle broją, no a inni coś tam jęczą...
- Jęczą?! - rzekł wędrowiec zaskoczony treścią swojej opowieści - Wszak wesoło być tu miało! Jakie jęki? Co się stało?
Gdy rozejrzał się uważnie, skąd te jęki docierają, to zobaczył kobiecinę, która smutno zawodziła. Podszedł do niej i zapytał:
- Co takiego cię spotkało? Czemu smucisz się tak strasznie?
- Oj, chłopaku, chłopcze drogi, rozbolały mnie już nogi. Idę przez te różne strony, nigdzie miejsca nie zagrzeję. Wiele złego mi się dzieje. Mój ty młody przyjacielu! Ja nie jadłam od dni wielu. Liście szczawiu są moją strawą. Z kałuż wodę piję, gdy pragnienie mnie przydusi. Zobacz jak ja sobie żyję. Ja nie mam się smucić?
Wędrowiec, gdy takie usłyszał słowa, poczuł, że pełna staje się jego głowa pragnienia, by ulżyć jakoś niebodze. Usiadł na ziemi przy drodze i rozwinął swój tobołek. A w tobołku skarbów wiele, bo bohater nasz nadziei pełny po uszy, sam w poszukiwaniu lepszego losu w świat ruszył. Był tam kozik dosyć spory, dwa kamienie na psy srogie, gdyby czasem zaszły drogę, no i pół bochenka chleba. Wziął ten chleb i dał kobiecie. Coś pomyślał o swej diecie, której pragnąć raczej nie chciał. Wdzięczność jaką wyraziła ta biedna nieboga, sprawiła, że dalsza wędrowca droga pełna była ogromnej przyjemności, z otrzymanego daru wewnętrznej miłości. W takim oto humorze wszedł on do miasta, a tam wielu innych biedaków zobaczył. Jeden o kulach, inny na wózku, a inny leżał rzucony w błocie. Gdy to widział nasz wędrowiec, przykro mu się zrobiło tak bardzo, że zamartwił się nad ludzi tych złym losem.
- Ale cóż po największej nawet miłości, gdy człowiek sam biedny. Pewnie sam zagoszczę w rynsztoku najdalej za pół roku? - pomyślał i przeraził się swym losem, który niepewnym stał się już wtedy, gdy za serca ruszył głosem, by opuścić progi biedy. Bieda także jemu była doskwierała... A była to bieda niemała.
Jednak zebrał w sobie siły i swych zmartwień się wyrzekał. Mimo biedy, dla ludzi był miły, więc się pracy wnet doczekał. A była to praca w piekarni, gdzie uczył się piekarskiego fachu. Często bywał w jadalni i zapomniał o wielkim strachu o dzień jutrzejszy i najbliższe lata. Mistrz swej córce go wyswatał i tak by się ta bajka skończyła, gdyby nie sprawa jedna niemiła.
Nasz bohater miał w swej pamięci, jak się jego los odkręcił i nadal myśli pełna była jego głowa, by coś biednym ofiarować. Dlatego co dzień o poranku, na swego domu krużganku kosze z chlebem wynosił i każdego biednego na poczęstunek prosił, by chlebem się posilał nie płacąc ni grosza.
Minął rok jeden. Minął rok drugi... Nasz drogi altruista, choć nie brał kredytów, zaczął mieć długi. Bardzo go to zdziwiło, bo przecież dodatnie miał wszystkie bilanse, gdy księgi swoje prowadził. Podatki dochodowe do skarbu odprowadził, więc w przekonaniu, że to pomyłka, że problem już znika, do domu swego wpuścił komornika. Komornik, gość kusy, coś tam głośno krzyczy - przyjechał chyba specjalnie ze stolicy. Pewnemu swojej kariery podsunął pod nos jakieś papiery. W kwitach tych jasno napisane stało, że podatków było zapłaconych mało, bo policja podatkowa wykryła, że kwota VAT się gdzieś ulotniła.
- Jaki VAT? Wszystkie podatki płaciłem chętnie i o czasie - mówił te słowa bohater naszej bajki i jak ten głupi Jasiek trzymał się za głowę kręcąc nią z niedowierzaniem.
- Jak to VAT jaki!? - komornik wrzasnął oburzony. - Jadły darmo chleb biedaki? Jadły? To podatek VAT państwu się należy? Nie zapłacisz - zgnijesz w wieży!
Komornik maszyny i chlebowe piece zapieczętował rozpętując hecę. Wszyscy się w mieście od władz dowiedzieli, że piekarz przestępcą co zyskiem się nie dzielił. Oznajmiono całemu światu, że ów zbrodniarz nie płacił VAT'u. A że gawiedź to lud prosty i szary to zażądał srogiej kary. Tak oto w wielkiej gracji, władze użyły manipulacji, by na swoim postawić i dobrego człeka przed sądem rozprawić.
- I co się teraz ze mną stanie? Dlaczego to wszystko się dzieje? - płakał nieszczęśnik na żony łonie, gdyż czuł, że to już jego koniec.
Dnia pewnego do drzwi załamanego piekarza goniec zastukał. To się czasami zdarza. Stało się i wtedy, bo dalszy etap nadchodził biedy. Sąd wielce wysoki i łaskawy datę wyznaczył jego sprawy.
Sędzia, człek surowy, nakazał wymierzyć pięćdziesiąt batów za nie odprowadzenie VAT'u darczyńcy, który chleba ostatnią swoją kromkę podarował głodnemu, bez brania odeń zapłaty najmniejszej. Sędzia niewzruszonym pozostał na ten odruch serca i zażądał w imieniu państwa, by przyznał się do swego draństwa i rezygnując z oszustwa zamiaru pogodził się ze swoją karą. Uprzedził sędzia tego przestępcę, że jeśli jeszcze raz darmo komu chleb daruje, a VAT'u nie odprowadzi, to tak się zdenerwuje, że za kratą go osadzi.
- Lata siedzieć w celi będziesz - z piedestału groźny sędzia mówił temu biedakowi - wybij sobie bracie z głowy, że to państwo ty oszukasz.
W imię tego wyroku wleczonego jak zwierza przywiązano do pręgierza. Wymierzono wszystkie baty... Nie od razu, lecz na raty, żeby dłużej poniżony stał na mieście obnażony.
Nasz bohater mocno się w życiu swym sparzył. Jemu już więcej się to nie zdarzy. Nie mógł dawać darmo chleba, chociaż taka jest potrzeba. A przez to biedni stracili, bo teraz w głodzie żyli. Ani pracy, ani chleba... Państwo o nich zapomniało. Nic od siebie nie dawało.
Państwo nie bierze do swojej głowy, żeby ulżyć trudnemu losowi ludziom, którzy są w potrzebie. O czym mowa? Wszak to wiecie. Kataklizmy są na świecie. Ludzie cierpią... tracą domy. No i pomoc z każdej strony jest potrzebna niesłychanie. Szczodrzy ludzie, którzy pomóc groszem mogą, wysyłają różną drogą to co mają. Z serca dają. SMS'y wysyłają, by w ten sposób akcję wspomóc. I wiecie co dalej się dzieje? Największe i najbardziej podłe draństwo. Z podatku VAT nie potrafi zrezygnować państwo. A kto zyski czerpie z biedy i cierpienia, w straszliwą pijawkę się zmienia, która tylko dlatego żyje, że krew ofiar wszystkich pije. Niech to usłyszą ci wszyscy urzędnicy skarbowi, co łamiąc sobie głowy hołubią takiemu prawu, zamiast wrzucić je do stawu.
wu.
|
wtorek, 5 czerwca 2012
Bajka i nie bajka
sobota, 2 czerwca 2012
Przysłowia na czerwiec
- Od świętego Medarda (8 czerwca) czterdzieści dni szaruga.
- Na święty Antoni (13 czerwca) pierwsza jagódka się zapłoni.
- Na Elżbiety (18 czerwca) kiedy leje, złe latu robi nadzieje.
- Gdy słońce w Raka (22 czerwca) z grzmotem wschodzi, to posuchę zwykle przynosi.
- Na świętego Jana (24 czerwca) bywa Wisła wezbrana.
- Już świętego Jana (24 czerwca), ruszajmy do siana.
- Jana Chrzciciela (24 czerwca) już kwiecia wiela.
- Gdy pada na Władysława (27 czerwca), letnia pogoda nie będzie ciekawa.
- Gdy na Władysława (27 czerwca) deszcze, słota długo potrwa jeszcze.
- Kiedy Piotr z Pawłem płaczą (29 czerwca), ludzie przez tydzień słońca nie zobaczą.
Zimno na dworze. Poszukałam przysłowia w sieci, i oto co znalazłam. A ten obecny front zimna który przechodzi teraz przez naszą część Europy ma na Zachodzie i u mnie w mojej rodzinie także znaną nazwę .
Schafskälte tz po naszemu owieczkom jest teraz zimno po wiosennych postrzyżynach. Prawie tak jak zimni ogrodnicy ten front atmosferyczny regularnie przechodzi przez Europę od niepamiętnych czasów. Mojej Mamie kiedyś w czasie czerwcowych przymrozków wszystkie pomidory w ogródku zmarzły.
piątek, 1 czerwca 2012
Smutny temat w tym Radosnym Dniu
(Test jest z sieci)
Eksperci ostrzegają, że w krótkim czasie możemy stać się jednym z najstarszych wiekowo narodów Europy. Pokolenie w wieku produkcyjnym (opłacające składki ZUS) - mniej liczne nawet o 40% będzie musiało utrzymać swoich rodziców.
W pierwszym dziesięcioleciu obecnego wieku liczba osób w wieku produkcyjnym przypadająca na jednego emeryta wynosiła ok. 4. W 2015 r. ta proporcja może spaść poniżej 3, 5, a w 2020 r. do poziomu – 2, 7.
Po 2035 r. eksperci przewidują zaledwie dwie osoby w wieku produkcyjnym na jednego emeryta.
Szacuje się, że już od 2038 r. na 1 emeryta będzie przypadało 2 ubezpieczonych, a w 2060 r. na 3 emerytów – tylko 4 ubezpieczonych.
******************
Witam serdecznie w tym bardzo miłym dla nas wszystkich dniu,niestety z tak smutnym tematem .
Wpadliśmy w niezłą pułapkę,tak myślę, i chyba niewiele w przyszłości nam się zmieni.
Dla młodych zresztą u nas nie ma wielkiej przyszłości.
Rodzą się nam dzieci mają u nas naszym ogromnym kosztem bardzo drogie wykształcenie,
a potem inne, bogatsze od nas kraje, mają gotowe młode umysły i siły do pracy,
a nasze Państwo i my Starzy, tu pozostaniemy sami, bez pomocy na dalszą przyszłość i na naszą starość.(-;
Eksperci ostrzegają, że w krótkim czasie możemy stać się jednym z najstarszych wiekowo narodów Europy. Pokolenie w wieku produkcyjnym (opłacające składki ZUS) - mniej liczne nawet o 40% będzie musiało utrzymać swoich rodziców.
W pierwszym dziesięcioleciu obecnego wieku liczba osób w wieku produkcyjnym przypadająca na jednego emeryta wynosiła ok. 4. W 2015 r. ta proporcja może spaść poniżej 3, 5, a w 2020 r. do poziomu – 2, 7.
Po 2035 r. eksperci przewidują zaledwie dwie osoby w wieku produkcyjnym na jednego emeryta.
Szacuje się, że już od 2038 r. na 1 emeryta będzie przypadało 2 ubezpieczonych, a w 2060 r. na 3 emerytów – tylko 4 ubezpieczonych.
******************
Witam serdecznie w tym bardzo miłym dla nas wszystkich dniu,niestety z tak smutnym tematem .
Wpadliśmy w niezłą pułapkę,tak myślę, i chyba niewiele w przyszłości nam się zmieni.
Dla młodych zresztą u nas nie ma wielkiej przyszłości.
Rodzą się nam dzieci mają u nas naszym ogromnym kosztem bardzo drogie wykształcenie,
a potem inne, bogatsze od nas kraje, mają gotowe młode umysły i siły do pracy,
a nasze Państwo i my Starzy, tu pozostaniemy sami, bez pomocy na dalszą przyszłość i na naszą starość.(-;
środa, 30 maja 2012
Zbliża się dzień dziecka
http://aord.republika.pl/wdziecznosc.htm
Powinniśmy być wdzięczne naszym dzieciom, że dały nam wnuki. Kiedy dzieci są już dorosłe, najczęściej opuszczają swoje gniazdo rodzinne, pozostawiając rodziców w osamotnieniu.
Przychodzi jednak taki okres, że trzeba znów poprosić rodziców o pomoc. Praca, nadmiar obowiązków, stres.
Prosząc o pomoc w wychowywaniu naszych pociech, wyzwalamy w swoich rodzicach „instynkt opiekuńczy babci”.
Przychodzi jednak taki okres, że trzeba znów poprosić rodziców o pomoc. Praca, nadmiar obowiązków, stres.
Prosząc o pomoc w wychowywaniu naszych pociech, wyzwalamy w swoich rodzicach „instynkt opiekuńczy babci”.
Powinniśmy być wdzięczni naszym dzieciom za to, że są nieporadne, że zawracają nam głowę błahymi nawet sprawami.
Zwariowane tempo życia, stres, ciężka sytuacja materialna, choroba doprowadza niekiedy nas do tego, że jesteśmy zrezygnowani.
I tylko dzieci motywują nas do tego, że musimy żyć, musimy walczyć z chorobą, nie wolno nam się poddawać, bo mamy dla kogo żyć.
Zwariowane tempo życia, stres, ciężka sytuacja materialna, choroba doprowadza niekiedy nas do tego, że jesteśmy zrezygnowani.
I tylko dzieci motywują nas do tego, że musimy żyć, musimy walczyć z chorobą, nie wolno nam się poddawać, bo mamy dla kogo żyć.
poniedziałek, 28 maja 2012
Radośni ludzie?
W Polsce mamy do czynienia z coraz większym rozwarstwieniem społecznym - tworzymy nowy typ niewolnictwa.
Rzesze ludzi zmuszanych jest do pracy za minimalne wynagrodzenie, najczęściej na umowach śmieciowych.
Brakuje mieszkań, żłobków i przedszkoli, zamykane są małe szkoły i lokalne sądy.
Dostaliśmy igrzyska w postaci Euro 2012, ale przecież tych wszystkich poważnych problemów społecznych nie udało sie rozwiązać.
Polacy "otwarci na świat"? Proszę to powiedzieć kibicom z Rosji albo rodzinom czarnoskórych piłkarzy, którzy wiedzą, co ich czeka w Polsce, jak przyjadą.
"Radośni ludzie"? Proszę przejść się po ulicy pierwszego lepszego miasta w Polsce.
Zobaczą Państwo smutne, narzekające tłumy zmęczonych ludzi, którym wmawia się, że są częścią sukcesu, którego nigdy nie dotknęli.
Znalazłam to w sieci. Ja jednak także widzę że u nas jest jakaś propaganda sukcesu którego na co dzień jakoś nie widać.
Oby nic złego się nie stało tym którzy do nas przyjadą, a wręcz odwrotnie ,zobaczą naszą gościnność.
Rzesze ludzi zmuszanych jest do pracy za minimalne wynagrodzenie, najczęściej na umowach śmieciowych.
Brakuje mieszkań, żłobków i przedszkoli, zamykane są małe szkoły i lokalne sądy.
Dostaliśmy igrzyska w postaci Euro 2012, ale przecież tych wszystkich poważnych problemów społecznych nie udało sie rozwiązać.
Polacy "otwarci na świat"? Proszę to powiedzieć kibicom z Rosji albo rodzinom czarnoskórych piłkarzy, którzy wiedzą, co ich czeka w Polsce, jak przyjadą.
"Radośni ludzie"? Proszę przejść się po ulicy pierwszego lepszego miasta w Polsce.
Zobaczą Państwo smutne, narzekające tłumy zmęczonych ludzi, którym wmawia się, że są częścią sukcesu, którego nigdy nie dotknęli.
Znalazłam to w sieci. Ja jednak także widzę że u nas jest jakaś propaganda sukcesu którego na co dzień jakoś nie widać.
Oby nic złego się nie stało tym którzy do nas przyjadą, a wręcz odwrotnie ,zobaczą naszą gościnność.
sobota, 26 maja 2012
Na zawsze w moich myślach
Najdroższa Mamo! W dniu Twego Święta
pragnę podziękować Ci za to, że po prostu
jesteś przy mnie, na zawsze w moich myślach.
Piosenka Pt ,,Najlepiej u mamy”
Najlepiej jest u mamy.
To każde dziecko wie.
Najlepiej jest u mamy,
gdy smutno Ci i źle.
Choć przygód wciąż szukamy
i poznać chcemy świat
najlepiej jest u mamy tu każdy wraca rad.
Jest wiele dróg nieznanych
dalekich, pięknych tras
najlepiej jest u mamy
tu wraca każdy z nas.
Kto się nie zgadza z nami
sam kiedyś powie, że
najlepiej jest u mamy
no chyba to się wie.
,,Czy znasz swoją
mamę?”
Przykładowe pytania dla dzieci:( tych dużych także)
Zawsze pozostanę dzieckiem mojej mamy,
choć ta już dawno jest po drugiej stronie lustra.
1.Jaki mama ma kolor oczu?
Moja mama jak pamiętam, miała takie oczy podobne jak ja,.ale zawsze bardzo poważne i zatroskane.
2.Jaki jest ulubiony kolor mamy?
Nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, sama sobie ubrania szyła, i ubierała się, jak ja pamiętam, tak by się nie wychylać za bardzo poza regionalną społeczność. Wedle powiedzonka;,, kiedy wejdziesz między wrony...". Pod tym względem różnimy się,ale tylko troszeczkę .
3.Co mama lubi robić w wolnym czasie?
Prawie go nie miała od kiedy ją tylko pamiętam. Szczególnie ciężko jej było kiedy zmarł mój ojciec, i została sama z dwójką małych dzieci.Była bardzo przyzwoitym człowiekiem i dla mnie wzorem wszelkich cnót.Jednak dla nas dzieci trochę za bardzo szorstka. Ale takie chyba było wówczas dzieci chowanie, nie to co teraz. Teraz się przesadza i przegina się często w drugą stronę.
4.Jaka jest ulubiona potrawa mamy? Ryba opiekana w occie, najczęściej to był dorsz i śledź ,w tamtych czasach najtańsza ryba , nie to co teraz. No i jej ulubione szparagi.
piątek, 25 maja 2012
Konfirmacja- W kościele augsbursko-ewangelickim
http://pl.wikipedia.org/wiki/Konfirmacja_(akt_religijny)
W niedzielę idę na konfirmację do wnuka mojego brata. Moja bratanica której chrzestną jestem wyszła z mąż za protestanta. Ślub ich był w naszym katolickim kościele i był katolicki ksiądz i pastor. Gdyby moja bratowa żyła pewnie Konrad poszedł by do 1 komunii.Chrzciny już były w ich kościele. Nawet mi się to wtedy tam podobało. Po ceremonii przed kościołem pastor z wszystkimi się serdecznie przywitał,.Ale też tam tylu ludzi nie ma jak w naszym kościele.
Konfirmacja jest uroczystością, podczas której konfirmant wobec Boga i zgromadzonych parafian wyznaje i potwierdza (confirmatio — z łac. utwierdzam) wyznanie wiary, które złożyli przy jego Chrzcie Świętym rodzice i chrzestni. Konfirmant ślubuje wierność Bogu i Kościołowi.
Konfirmacja uprawnia do uczestniczenia w Wieczerzy Pańskiej, piastowania godności rodziców chrzestnych i zawierania związku małżeńskiego (po osiągnięciu odpowiedniego wieku). Konfirmacje odbywają się tradycyjnie w maju i obejmują dzieci w wieku 13 lat.
W niedzielę idę na konfirmację do wnuka mojego brata. Moja bratanica której chrzestną jestem wyszła z mąż za protestanta. Ślub ich był w naszym katolickim kościele i był katolicki ksiądz i pastor. Gdyby moja bratowa żyła pewnie Konrad poszedł by do 1 komunii.Chrzciny już były w ich kościele. Nawet mi się to wtedy tam podobało. Po ceremonii przed kościołem pastor z wszystkimi się serdecznie przywitał,.Ale też tam tylu ludzi nie ma jak w naszym kościele.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Archiwum bloga
-
►
2012
(179)
- ► października (27)
-
►
2013
(256)
- ► października (17)
-
►
2014
(289)
- ► października (32)
-
►
2015
(319)
- ► października (25)
-
►
2016
(164)
- ► października (11)