poniedziałek, 19 listopada 2012
niedziela, 18 listopada 2012
Witajcie niedzielnie- i moje problemy przy okazji
http://kotlet.tv/miekka-pieczona-wolowina
Przepis na wołowinę pieczoną z pestkami dyni
- Czas: ok. 2 godziny do podania, trzeba zamarynować dzień wcześniej
- Ilość porcji: 3-4
Składniki
- 600 g wołowiny np. udziec
- 1 cebula
- 4-5 suszonych pomidorów
- 1/2 szklanki pestek dyni
- ok. 1 łyżeczki pieprzu
- 1/4 szklanki oliwy
- 2 łyżki octu winnego
- sól
- mąka
Przygotowanie – wersja ilustrowana
Witajcie niedzielnie. Tak się własnie złożyło, że ja jak na złość nie mam pomysłu na nowy post, bo jak to u seniorki niewiele ciekawego (odstukać)się nie dzieje. O chorobie pisać nie chcę, bo nic pocieszającego nie ma, ręce jak bolały tak bolą, teraz doszło jeszcze i kolano.
Nie pójdę dziś do kościoła, ale do kuchni pokuśtykam(schody), bo jeść jak każdy z nas przecież muszę. Szukałam więc trochę z nudów( żaden pies kulawą nogą do mnie nie zagląda), coś z przepisów na niedzielny obiad, i natknęłam się przy okazji na ten ciekawy przepis.
Z wołowiną wiadomo jest przeważnie tak,że mimo duszenia i tak twarda, i trzeba mieć zdrowe mocne uzębienie, a kto w naszym wieku już takie jeszcze posiada to niech się cieszy, reszta z nas wiadomo jak jest.
A wogóle to się zastanawiam jak to dalej będzie jak młodzi tak się będą zachowywały, bo każą dzwonić w razie potrzeby, ale jak dzwonię, to nie teraz ,albo nie odbierają , albo jakieś inne ale. Wiadomo,przecież ja to rozumiem, mają swoje problemy i własne życie Muszę pomyśleć o jakiejś pomocy w razie czego z poza rodziny.
Przyjemnej niedzieli zaglądającym tu do mnie życzę.
Nie pójdę dziś do kościoła, ale do kuchni pokuśtykam(schody), bo jeść jak każdy z nas przecież muszę. Szukałam więc trochę z nudów( żaden pies kulawą nogą do mnie nie zagląda), coś z przepisów na niedzielny obiad, i natknęłam się przy okazji na ten ciekawy przepis.
Z wołowiną wiadomo jest przeważnie tak,że mimo duszenia i tak twarda, i trzeba mieć zdrowe mocne uzębienie, a kto w naszym wieku już takie jeszcze posiada to niech się cieszy, reszta z nas wiadomo jak jest.
A wogóle to się zastanawiam jak to dalej będzie jak młodzi tak się będą zachowywały, bo każą dzwonić w razie potrzeby, ale jak dzwonię, to nie teraz ,albo nie odbierają , albo jakieś inne ale. Wiadomo,przecież ja to rozumiem, mają swoje problemy i własne życie Muszę pomyśleć o jakiejś pomocy w razie czego z poza rodziny.
Przyjemnej niedzieli zaglądającym tu do mnie życzę.
sobota, 17 listopada 2012
Jak sobota to na śląsku żur na obiad
To juz na niedzielny poobiedni deser
Na Górnym Śląsku zakwas na żur przygotowuje się z żytniej mąki razowej. W nazewnictwie nie używa się formy zdrobniałej żurek. Żur podany z pokrojonymi w kostkę lub pogniecionymi ziemniakami znany jest pod nazwą żur żyniaty
http://www.kuron.com.pl/przepisy/art3386.html
Ptasie mleczko:
-2 galaretki,
-2 szklanki mleka,
- owoce do dekoracji,
- bita śmietana
Wykonanie:
galaretki rozpuszczamy w 2 szklankach wody, dokładnie mieszamy.
Gdy zaczną tężeć, miksujemy dodając mleko, wylewamy do pucharków, przykrywamy np folią spożywczą ( żeby nie nabrały zapachu ) i wstawiamy do lodówki.
Gdy już ptasie mleczko się zsiądzie układamy na wierzchu owoce,
potem bita śmietana.
Można ozdobić kruszoną gorzką czekoladą ;)
Na Górnym Śląsku zakwas na żur przygotowuje się z żytniej mąki razowej. W nazewnictwie nie używa się formy zdrobniałej żurek. Żur podany z pokrojonymi w kostkę lub pogniecionymi ziemniakami znany jest pod nazwą żur żyniaty
zakwas do żuru
Składniki:
- 6 kopiastych łyżek szrutki (razowa mąka żytnia)
- 1 - 1,5 litra przegotowanyj wody
- 6 srogich zombków czosku
- 1 konsek skóry od chleba razowego
- trocha soli i cukru
Sposób przyrządzania:
Downij, kożdo baba kwas na żur sama rychtowala w chaupie.
Do żuroka albo do boncloka (specjalny gornek do kiszenio) wciepujemy szruta, jak ktoś nie mo takiygo gorka, to może nasuć do krauzy (tzw. słoika).
Musi być trocha wiynkszy niż chcymy mieć zakwasu.
Warzimy woda i studzimy.
Mo być tako letnio.
Połowa tyj wody wlewomy do szruty i fest mieszomy, coby nom sie klompy nie porobily.
Dodajemy reszta wody, czosnek (można go pokrajać na połowa albo na talarki), chlyb,pora ziorek soli i cukru.
Mieszomy.
Przykryć czystym konckiem gazy i postawić w ciepłym miejscu.
Co jakiś czas mieszomy to wszystko, dowając pozór coby chlyb nie był na wierchu , bo nom spleśnieje.
Po trzech, czterech dniach, powinien być już na tyle kwaśny coby go można wsadzić do lodówki (jak tygo nie zrobiymy to się zrobi na nim grzib).
Może tam stoć kajś 2 tydnie.
Potym robi się gorzki.
Jak bydymy warzić żur nie wlewomy całego zakwasu ino trocha zostawiomy,
nie cza bydzie dodawać skórki od chleba, jak bydymy chcieli zaś zakisić żur.
************************************
Cały czas szukałam przepis na zakwas do śląskiego żuru, i popatrzcie-znalazłam u Jacka Kuronia.
Bo u nas na śląsku w sobota waży się żur,- powiedziała do synowej nie pochodzącej ze śląska, babcia jednej mojej znajomej na łożu śmierci. Specjalnie kazała ją do siebie przywołać żeby jej to powiedzieć he he.
piątek, 16 listopada 2012
Ach ta golonka mniam
- Golonka wieprzowa
- kapusta kiszona
- marchew
- pietruszka korzeń
- pietruszka nać
- seler
- cebula
- por
- ziele angielskie
- liść laurowy
- pieprz czarny
- sól
- mąka pszenna
Warzywa obieramy i wrzucamy do wody , dodajemy pieprz , sól , liść laurowy i ziele angielskie , wrzucamy goloneczkę i gotujemy do uzyskania miękkości mięsa - wg tradycji gotuje się tyle ile waży golonka . Kapustę płukamy by nie była za kwaśna , podlewamy wywarem z golonki i dodajemy pieprz , liść laurowy , ziele angielskie i łyżkę smalcu i dusimy około godziny po czym zasmażamy mąką . Ugotowana golonkę wyjmujemy z wywaru , wyjmujemy kość a resztę mięsa dzielimy na kawałki , Kapustę wykładamy do naczynia żaroodpornego i układamy na niej kawałki golonki , obkładamy także golonkę dookoła kapustą . Wkładamy do piekarnika i pieczemy przez 15 minut w 200 st.C Podajemy z chlebkiem.. i piwkiem
******************
Byłam dziś w przychodni na kontroli i mam jeszcze brać antybiotyk bo kaszel, choć już nie tak dokuczliwy, jednak nie jest jeszcze zupełnie wyleczony.Z tego też powodu moje stawy w rękach muszą poczekać , bo przez antybiotyk podobno ,wszelkie badania będą zafałszowane- tak lekarka.
Po drodze zrobiłam najpilniejsze sprawunki, jednak na tyle, ile bolące ręce pozwalały unieść.
Ale na stoisku mięsnym popatrzyło się na mnie takie wielgachne śliczne golonko.
Wprawdzie oparłam się pokusie i nie kupiłam ,bo antybiotyk i piwo to się wykluczają ,
ale na wszelki wypadek przypominam tu sobie przepis który mam na moim starym blogu .
Jak wyzdrowieję i odstawią mi antybiotyk ,to sobie takie jedzonko na pewno zafunduję.
A dziś na kolacji jeno bułka z żółtym serem , wszak dziś piątek mamy.
Ale na stoisku mięsnym popatrzyło się na mnie takie wielgachne śliczne golonko.
Wprawdzie oparłam się pokusie i nie kupiłam ,bo antybiotyk i piwo to się wykluczają ,
ale na wszelki wypadek przypominam tu sobie przepis który mam na moim starym blogu .
Jak wyzdrowieję i odstawią mi antybiotyk ,to sobie takie jedzonko na pewno zafunduję.
A dziś na kolacji jeno bułka z żółtym serem , wszak dziś piątek mamy.
czwartek, 15 listopada 2012
Czwartek – smażona kaszanka z cebulą,
Tydzień w domu mieszkalnym
prowincjonalnego miasteczka
http://www.goldenline.pl/forum/1159558/wiersze-na-kazdy-dzien-tygodnia
Poniedziałek – w powietrzu unoszą się
jeszcze zapachy minionej niedzieli,
wspaniałe, drażniące delikatnie
nozdrza, cóż skoro coraz słabsze,
a do następnych pozostało
aż sześć długich, jak makaron 4-jajeczny, dni.
Wtorek – dzisiaj na obiad kapusta,
polska chrześcijańsko-narodowa
potrawa uniwersalna,
w zależności od stopy recesji można ją
spożywać z kotletami:
schabowym lub mielonym, zwanym
– nomem omen – pożarskim,
z kiełbasą, zwaną po profesorsku,
zwyczajną, czyli belwederską,
lub nadzwyczajną,
z ziemniakami, ziemniakami pure,
(ziemniaki w mundurkach
zarezerwowane na święta narodowe),
z makaronem, kluskami: śląskimi lub wielkopolskimi,
zwanymi eufemistycznie p y r a m i,
z chlebem, bułką lub – dietetycznie -
z samą kapustą.
Środa – bardzo słabe zapachy,
chyba jakieś cienkie zupki proszkowe,
które znacznie bardziej smakowicie pachną
w telewizyjnych reklamach niż na talerzu.
Czwartek – smażona kaszanka z cebulą,
lub odwrotnie, różniąca się
w zależności od położenia geograficznego
tylko nazwą (nie zapachem ani smakiem),
a zatem, może też być: krwawa kiszka
albo po staropolsku: k r u p n i o k.
Do tego liczne przystawki, jak we wtorek.
Piątek – pierogi ruskie, tradycyjna
potrawa z PRL-u,
jedna z nielicznych pamiątek – obok
zdewastowanych i nieczynnych obiektów
wojskowych, czasem zamienianych na
apartamenty dla bezdomnych –
po 48-letniej, przyjacielskiej wizycie
Wielkiego Brata.
Sobota – rano pachnie nadzieją
i wyczekiwaniem na następny dzień,
po południu, aż do późnego wieczora,
nasila się zapachem
pieczonego ciasta drożdżowego,
kawą mieloną sypaną, a nawet - jak dobrze
powąchać - rozpuszczalną, która
z natury swej nie ma
żadnego charakterystycznego zapachu.
Niedziela – niedziela w miasteczku
prowincjonalnym
od wieków, z dziada pradziada,
pachnie rosołem
i kłótnią rodzinną, bo wtedy wszyscy
są w domu, mogą więc bez reszty
oddawać się tym najcudowniejszym
wrażeniom zmysłowym, zapachowym
i innym.
Po niedzieli cykl zapachowy się powtarza.
11. 05. 2009
wiersz jest też w temacie Zapach w poezjiRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 02.12.09 o godzinie 09:21 *****************************
Kaszanka z cebulką - PRZYGOTOWANIE:
prowincjonalnego miasteczka
http://www.goldenline.pl/forum/1159558/wiersze-na-kazdy-dzien-tygodnia
Poniedziałek – w powietrzu unoszą się
jeszcze zapachy minionej niedzieli,
wspaniałe, drażniące delikatnie
nozdrza, cóż skoro coraz słabsze,
a do następnych pozostało
aż sześć długich, jak makaron 4-jajeczny, dni.
Wtorek – dzisiaj na obiad kapusta,
polska chrześcijańsko-narodowa
potrawa uniwersalna,
w zależności od stopy recesji można ją
spożywać z kotletami:
schabowym lub mielonym, zwanym
– nomem omen – pożarskim,
z kiełbasą, zwaną po profesorsku,
zwyczajną, czyli belwederską,
lub nadzwyczajną,
z ziemniakami, ziemniakami pure,
(ziemniaki w mundurkach
zarezerwowane na święta narodowe),
z makaronem, kluskami: śląskimi lub wielkopolskimi,
zwanymi eufemistycznie p y r a m i,
z chlebem, bułką lub – dietetycznie -
z samą kapustą.
Środa – bardzo słabe zapachy,
chyba jakieś cienkie zupki proszkowe,
które znacznie bardziej smakowicie pachną
w telewizyjnych reklamach niż na talerzu.
Czwartek – smażona kaszanka z cebulą,
lub odwrotnie, różniąca się
w zależności od położenia geograficznego
tylko nazwą (nie zapachem ani smakiem),
a zatem, może też być: krwawa kiszka
albo po staropolsku: k r u p n i o k.
Do tego liczne przystawki, jak we wtorek.
Piątek – pierogi ruskie, tradycyjna
potrawa z PRL-u,
jedna z nielicznych pamiątek – obok
zdewastowanych i nieczynnych obiektów
wojskowych, czasem zamienianych na
apartamenty dla bezdomnych –
po 48-letniej, przyjacielskiej wizycie
Wielkiego Brata.
Sobota – rano pachnie nadzieją
i wyczekiwaniem na następny dzień,
po południu, aż do późnego wieczora,
nasila się zapachem
pieczonego ciasta drożdżowego,
kawą mieloną sypaną, a nawet - jak dobrze
powąchać - rozpuszczalną, która
z natury swej nie ma
żadnego charakterystycznego zapachu.
Niedziela – niedziela w miasteczku
prowincjonalnym
od wieków, z dziada pradziada,
pachnie rosołem
i kłótnią rodzinną, bo wtedy wszyscy
są w domu, mogą więc bez reszty
oddawać się tym najcudowniejszym
wrażeniom zmysłowym, zapachowym
i innym.
Po niedzieli cykl zapachowy się powtarza.
11. 05. 2009
wiersz jest też w temacie Zapach w poezjiRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 02.12.09 o godzinie 09:21 *****************************
Cebulę obrać, umyć i pokroić w piórka. Na patelni rozgrzać oliwę i podsmażyć cebulę na złoty kolor. Dodać obrane ze skórki i pokrojone na kawałki kaszanki i mieszając podsmażać cały czas mieszając około 5-8 minut. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Podawać na gorąco z pieczywem.
*********************************
Kilka razy w roku sama tez sobie podsmażam w ten sposób krupnioka jak się u nas na śląsku kaszankę się nazywa. ( pamiętasz ten huk, jak krupniok nam pukł he he).
Do oleju dla smaku dodaję coś wędzonego. Do tego szklaneczka zimnego piwka mniam.
Spodobał mi się ten wiersz z przepisami na każdy dzień tygodnia. Miłego dnia zaglądającym tu do mnie dziś w ten za oknem słoneczny czwartek. Szkoda że z moim zdrowiem dalej niedobrze(-;
środa, 14 listopada 2012
Dzień seniora
Młody czy stary - to nie sprawa lat.
Są młodzi ludzie, którzy wyglądają strasznie staro
i starzy o czarującej młodzieńczości.
Jesteś młody,
dopóki nie sądzisz, że wszystko wiesz,
dopóki masz poczucie humoru,
dopóki jesteś wesoły i potrafisz się dziwić,
że odkrywasz coś nowego.
Jesteś stary,
jeśli boisz się wszelkich nowości,
jeśli poruszasz się tylko utartymi drogami,
jeśli zadowalasz się uniwersalnymi sądami,
jeśli wszystko kręci się wokół ciebie,
jeśli mówisz zawsze tylko o sobie.
Jesteś jednak młody, świeży i szczęśliwy,
jeśli jesteś otwarty na nowości,
jeśli pragniesz rzeczy wyższych,
jeśli jesteś skory pomagać innym,
jeśli pozostajesz zwyczajnym człowiekiem,
który zawsze się czegoś jeszcze uczy.
Spróbuj pozostać młodym i zarazić innych
swą radością i optymizmem.
Wtedy także stary zardzewiały świat wokół ciebie
znów będzie młody i pełen zapału.
********************
... zarazić innych
swą radością i optymizmem.
Wtedy także stary zardzewiały świat wokół ciebie
znów będzie młody i pełen zapału.
Wiśta wio łatwo powiedzieć jak strzyka mi w kościach i tu i
tam(-; jednak dzielna ze mnie jest uleczka więc próbuję ,-
wtorek, 13 listopada 2012
Najtrudniejsze dla chorego, ale w rezultacie i dla całej rodziny, jest to kiedy osoby nie słuchają siebie, nie respektują i kiedy każdy z członków rodziny podąża tylko za swoimi potrzebami
http://www.pomost.pl.tl/W-czym-mog%26%23281%3B-pom%F3c-f-.htm
Właściwie nie ma jednoznacznych wskazówek,
które mogłyby pokierować zachowaniem chorego jak i jego rodziny,
bo każda rodzina kieruje się swoimi własnymi prawami, .
Najtrudniejsze dla chorego, ale w rezultacie i dla całej rodziny, jest to kiedy osoby nie
słuchają siebie,
nie respektują i kiedy każdy z członków rodziny podąża tylko za swoimi potrzebami.
http://biegnaczwilkami.wordpress.com/tag/kultura/
W piątek u dr. Piątek mam zaklepana następna wizytę, bo bardzo nie podobały jej się moje opuchnięte stawy obydwu rąk. Myślę że antybiotyk poradzi sobie z kaszlem tylko trochę nieswojo się czuję jak myślę o moich rękach, które mocno mi przeszkadzają w moich codziennych czynnościach gospodarczych. A przecież umyć się muszę, klamki gałkowe(okropnie boli) pootwierać, a nawet garnek napełniony cieczą podnieść to duże przedsięwzięcie. Wczoraj jak doszłam po wizycie lekarskiej do apteki , wyciągnęłam w końcu moją komórkę i zadzwoniłam do rodziny by po mnie ktoś przyjechał. Bo okropnie słabo się poczułam . Z wnukiem potem zrobiłam sobie w pobliskim sklepie takie jeszcze awaryjne zakupy, i byłam zadowolona z tego, że się przełamałam i poprosiłam o pomoc. Samej bym sobie z tym jakoś nie poradziła. Nie wiem co sobie dziś ugotuję. Z tymi rękami nie pokroję chyba nic. Kartofle ostrugać odpada. Ale od czego mrożonki i ryz. Ech juz nawet wiem co sobie do jedzenia zrobię. Narazie kotom jeść dałam i lekarstwa zażyłam.
Szlachetne zdrowie , nikt się nie dowie jako smakujesz aż się zepsujesz. Zdrowia życzę wszystkim do mnie zaglądającym
Przeżywanie i odczuwanie własnej niepełnosprawności i niepełnosprawności bliskich nam osób, bywa czasem trudne i bolesne.
Nie zawsze w takiej sytuacji potrafimy dostrzec jasne strony życia i cieszyć się tym, co mimo niepełnosprawności, jest nam dane i dostępne.
Nie zawsze w takiej sytuacji potrafimy dostrzec jasne strony życia i cieszyć się tym, co mimo niepełnosprawności, jest nam dane i dostępne.
Trudno jest poradzić sobie z uczuciami, jakie często towarzyszą codziennym problemom, wynikającym z ograniczeń, których nie da się przeskoczyć.
****************************
****************************
Właściwie nie ma jednoznacznych wskazówek,
które mogłyby pokierować zachowaniem chorego jak i jego rodziny,
bo każda rodzina kieruje się swoimi własnymi prawami, .
Najtrudniejsze dla chorego, ale w rezultacie i dla całej rodziny, jest to kiedy osoby nie
słuchają siebie,
nie respektują i kiedy każdy z członków rodziny podąża tylko za swoimi potrzebami.
******************
Trzy Złote Włosy. O zmęczeniu, starości i odnowie
Posted on November 9, 2012 | Leave a comment
TRZY ZŁOTE WŁOSY
Było to dawno temu, podczas głębokiej, ciemnej nocy—jednej z tych nocy, kiedy ziemia wydaje się czarna, a drzewa wyglądają jak zaciśnięte pięści wyciągnięte do nieba. Właśnie w taką noc szedł przez las samotny stary wędrowiec. Choć gałęzie drapały mu twarz, kłuły w oczy, oślepiały, cały czas trzymał przed sobą mały, dogasający kaganek.
Wędrowiec stanowił niesamowity widok — długie żółte włosy, krzywe pożółkłe zęby i zakrzywione paznokcie. Plecy miał przygarbione, jakby niósł worek mąki, a był tak stary i zgrzybiały, że skóra na twarzy, rękach i biodrach zwisała w luźnych fałdach.
Starzec przedzierał się przez las, wlókł się, chwytając gałązek, ledwie dysząc.
Stopy paliły go jak ogniem. Sowy w koronach drzew pohukiwały razem z jego skrzypiącymi stawami, kiedy krok po kroku posuwał się naprzód. W oddali migotało małe światełko; była tam chatka, ogień, przytulne miejsce, do którego zdążał. Kiedy podchodził do drzwi, jego latarenka już dogasała, a był tak wycieńczony, że upadł na progu.
Wewnątrz przed ogniem buzującym na kominku siedziała kobieta. Gdy tylko starzec pojawił się w drzwiach, podbiegła do niego, podniosła, objęła ramionami i przeniosła do ognia. Trzymała go w ramionach, jak matka trzyma dziecko. Siedziała i kołysała się z nim w fotelu na biegunach. Przesiedzieli tak całą noc — biedny, słaby starzec jak worek kości i silna, choć też wiekowa kobieta kołysząca go i powtarzająca, że już wszystko dobrze.
Przed samym świtem starzec zaczął młodnieć; był teraz pięknym młodzieńcem o gęstych, złotych włosach, silnych rękach i nogach. A ona dalej go kołysała.
Czas płynął, a młodzieniec zmieniał się w małego, ślicznego chłopczyka o pszenicznych złotych włosach.
O brzasku stara kobieta wyrwała szybko trzy złote włosy z główki dziecka i rzuciła na drewniane deski. Rozległ się dźwięk: tiiii, tiiii, tiiii.
A dziecko zsunęło się z jej kolan i pobiegło do drzwi. Odwróciło się do niej na chwilę, uśmiechnęło promiennie i wzbiło w niebo, by stać się błyszczącym, porannym słońcem.
************************
Wycinek bardzo mądrego tekstu który można czytać pod linkiem poniżej.
http://biegnaczwilkami.wordpress.com/tag/kultura/
Pop kultura stale karmi nas tym mitem wieczności: Nasza miłość będzie trwała na wieki. Możesz być wiecznie młody. Zawsze będę szczęśliwy, itd. Jednak im starsi się stajemy, tym częściej doświadczamy końców, rozstań, ruin i tym mocniej je przeżywamy. Prędzej czy później zdajemy sobie sprawę, że coraz trudniej jest się nam zaangażować na początku, bo już z tyłu głowy świta nam myśl, że ostatecznie i tak się to zakończy, a my będziemy musieli uporać się z kolejną stratą. Zakończenia stają się coraz trudniejsze do wytrzymania, a nadzieja na nowy początek robi się coraz bardziej nikła. Wyobraźmy sobie, że nasze uczucia są pieniędzmi: idziemy do banku, lokujemy je, a bank plajtuje. Trudno, zabieramy to, co pozostało i idziemy do innego banku. Lokujemy je z myślą o dobrym zwrocie, ale i ten bank bankrutuje. Idziemy do trzeciego banku, a on po jakimś czasie również upada. Czy należy się dziwić, że nie mamy ochotę na lokatę w czwartym? Uczucia to nasz duchowy kapitał. Jeżeli go tracimy, to jesteśmy cali wypaleni od środka i pragniemy tylko nie zostać ponownie zranionymi. Ktoś zresztą kiedyś zdefiniował miłość jako włożenie ukochanej osobie sztyletu w dłoń z nadzieją, że nas nim nie ugodzi.
**********************
Jak zawsze myszkowałam tu sobie po necie i czytałam ciekawe różne mądrości. Trochę tego dla nas tu wkleiłam a jak ktoś ma ochotę można kliknąć w linki i poczytać jeszcze o wiele więcej z tych naprawdę ciekawych tekstów.
Wczoraj byłam w końcu znów w przychodni, bo jakoś moje samopoczucie nie jest jeszcze najlepsze, i dostałam antybiotyk na męczący mnie szczególnie nocą kaszel kokluszowy. (Nikomu nie polecam).W piątek u dr. Piątek mam zaklepana następna wizytę, bo bardzo nie podobały jej się moje opuchnięte stawy obydwu rąk. Myślę że antybiotyk poradzi sobie z kaszlem tylko trochę nieswojo się czuję jak myślę o moich rękach, które mocno mi przeszkadzają w moich codziennych czynnościach gospodarczych. A przecież umyć się muszę, klamki gałkowe(okropnie boli) pootwierać, a nawet garnek napełniony cieczą podnieść to duże przedsięwzięcie. Wczoraj jak doszłam po wizycie lekarskiej do apteki , wyciągnęłam w końcu moją komórkę i zadzwoniłam do rodziny by po mnie ktoś przyjechał. Bo okropnie słabo się poczułam . Z wnukiem potem zrobiłam sobie w pobliskim sklepie takie jeszcze awaryjne zakupy, i byłam zadowolona z tego, że się przełamałam i poprosiłam o pomoc. Samej bym sobie z tym jakoś nie poradziła. Nie wiem co sobie dziś ugotuję. Z tymi rękami nie pokroję chyba nic. Kartofle ostrugać odpada. Ale od czego mrożonki i ryz. Ech juz nawet wiem co sobie do jedzenia zrobię. Narazie kotom jeść dałam i lekarstwa zażyłam.
Szlachetne zdrowie , nikt się nie dowie jako smakujesz aż się zepsujesz. Zdrowia życzę wszystkim do mnie zaglądającym
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Archiwum bloga
-
►
2012
(179)
- ► października (27)
-
►
2013
(256)
- ► października (17)
-
►
2014
(289)
- ► października (32)
-
►
2015
(319)
- ► października (25)
-
►
2016
(164)
- ► października (11)


