piątek, 20 grudnia 2013

wszystko zaczęło się od momentu cudu w małej stajni i ubogiej rodziny znajdującej się w ciężkiej sytuacji i w wielkiej potrzebie.




Zanim złożę wam życzenia


Pamiętam jeszcze kochani moi jak byłam dzieckiem, i jak ja wtedy na ten dzień czekałam, a jak wygląda to niestety teraz.
 Spłaszczają się nam niefajnie wszystkie nasze święta, i powoli przypominają jakąś tandetną jarmarczną imprezę.
 A wszystko zaczęło się Dziadkiem Mrozem, imprezami choinkowymi przez cały Adwent, I mnóstwem paczek świątecznych w czasach PRLu.
 A to z Zakładu Pracy, a to w przedszkolu, szkole, a nawet potem już i na religii.A teraz wszędzie te,,wigilie" przed wigilią..
 Jak przychodzi prawdziwa Wigilia, to dzieci już na słodycze patrzeć nie mogą.I zamiast uczyć poszanowania dla tradycji, uczymy tylko rozmycia i interpretacji faktów,i potem się dziwimy,
że te następne pokolenia jeszcze bardziej niż my to robiliśmy, zacierają granice miedzy tym co by wypadało ,a tym co się robi w rzeczywistości.
 Wigilią niestety nie są przecież imprezy z żarciem na całego i gorzałką.
I zamiast poszanowania do naszej pięknej tradycji, zapominamy coraz bardziej,




że to wszystko zaczęło się od momentu cudu w małej stajni i ubogiej rodziny znajdującej się w ciężkiej sytuacji i w wielkiej potrzebie.


                                 ***********

Ksiądz J. Twardowski
Gdyby przyszli do Ciebie wtedy
w świętą noc
kiedy świeciła jedna czytelna gwiazda
dzisiejsi chrześcijanie

zwłaszcza ci co uważają że trzeba wszystko mieć
żeby nie przestać być

może chcieliby przykryć Cię wełnianą kołdrą
porozwieszać Ci firanki w stajni

sprawić świętemu Józefowi rękawiczki
te najcieplejsze z jednym palcem

obmyślać centralne ogrzewanie

bardziej wpływowi pisaliby do Urzędu Kwaterunkowego
o mieszkanie dla Ciebie z wygodami
żebyś nie mieszkał kątem

nieufni doszukiwaliby się w podskakującym ośle
kucyka trojańskiego
 z podejrzanym sumieniem
najodważniejsi zaczęliby protestować powołując się
na Deklarację Praw Człowieka i Obywatela
i wszystkie dekrety o wolności wyznań

poeci ubraliby Betlejem w liryczne dekoracje

malarze smarowaliby złotym pędzlem

bo inaczej nie wypada

w najlepszym wypadku modliliby się do Ciebie
jak do dziecka milionera
złożonego umyślnie na sianie

a Ty tłumaczyłbyś otwartymi oczami
ze zmarzniętą mamusią przy policzku
że nie chcesz takiego Bożego Narodzenia
że jesteś nagą tajemnicą
że oddajesz wszystko
wszystko możesz oddać

że właśnie będąc tylko oddawaniem

jesteś Bogiem

czwartek, 19 grudnia 2013

Oszczędzanie to trudna sprawa?

http://jakoszczedzacpieniadze.pl/budzet-domowy-oszczedzanie-pieniedzy




 cienka granica pomiędzy byciem oszczędnym i byciem skąpym



Polak spotyka się ze Szkotem w Paryżu. Rozmawiają i nagle Szkot mówi:
- A Ty wiesz, że ja tu już od 4 dni jadam najlepsze potrawy w najdroższych restauracjach i nic nie płacę?
- Jak to?! - wykrzyknął Polak.
- Mam na to super sposób. - mówi Szkot
- Wchodzę do ekskluzywnej restauracji. Zamawiam przystawki, najdroższą z możliwych zup, potem drugie danie... Oczywiście najlepsze wino, a na koniec deser i kawę. Zjadam to wszystko, a potem powoli pije kawę. Pije ja tak wolno, aż wszyscy kelnerzy już pójdą do domu oprócz głównego kelnera. Gdy ten podchodzi i prosi o zapłatę rachunku, to ja mu mówię, że już zapłaciłem innemu kelnerowi. Główny kelner wtedy przeprasza, a ja idę do domu. Polakowi bardzo spodobał się ten sposób i uprosił Szkota, żeby ten wybrał się z nim dziś wieczorem na kolacje. No więc panowie spotkali się wieczorkiem w umówionej restauracji i kolejno zamawiali najlepsze potrawy. Kiedy rachunek urósł do kwoty 2 000 franków oboje zamówili kawę. Oczywiście, pili ją tak wolno, aż w lokalu został tylko główny kelner. I kiedy skończyli pic kawę, ten upomniał się o zapłatę rachunku.
- Ale my już zapłaciliśmy innemu kelnerowi... - zaczął tłumaczyć się Szkot.
- Właśnie, właśnie! - wtórował mu Polak - I do tej pory jeszcze nie dostaliśmy reszty!






(....)Oszczędzanie to trudna sprawa?

Nie będę owijał w bawełnę – oszczędzanie nie przychodzi łatwo. Wymaga dyscypliny, np. w zakresie kontroli wydatków. Wymaga również zmiany niektórych nawyków lub wyrobienia sobie nowych, np. zastąpienia części kąpieli w wannie szybkimi prysznicami, zdjęcia nogi z gazu w aucie itp. Czasami wymaga też zrezygnowania z przyjemności, które “przecież mi się należą”. Jest również cienka granica pomiędzy byciem oszczędnym i byciem skąpym :)
Zapewniam jednak, że rozsądne oszczędzanie może dawać poczucie niesamowitej satysfakcji z tego, że nie przepłacamy i zbliżamy się do wolności finansowej (dla wielu jest nią już sam brak długów). Dzięki oszczędnościom zyskujemy również poczucie bezpieczeństwa – “miękką poduszkę”, która pozwali nam przetrwać pogorszenie sytuacji finansowej. Dla mnie jednym z takich nieplanowanych zdarzeń była operacja, na którą musiałem kilka lat temu wydać kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dla innych może nią być, np. utrata pracy i konieczność utrzymywania się przez jakiś czas z oszczędności.

Jak zacząć oszczędzanie?

Staram się kierować w życiu prostą zasadą: jak mam coś do zrobienia, to po prostu zaczynam to robić :)Zaczynam od rozpoznania swojej sytuacji, układam plan działania i robię pierwszy krok.
Z oszczędzaniem jest analogicznie – warto najpierw zrobić “inwentaryzację” czyli uświadomić sobie ile zarabiamy i ile wydajemy. Trudno bowiem wprowadzać oszczędności jeśli nie wiadomo na co wydaje się pieniądze. Dopiero mając listę i sumę wydatków można ocenić, które z nich są niezbędne, a które można ciąć.
Wiem, że niełatwo jest zmusić się do systematyczności, dlatego spróbuj na początek wykonać kilka podstawowych kroków przybliżających Cię do systematycznego oszczędzania:
  • Wstań z krzesła i idź spisać stan liczników zimnej i ciepłej wody, prądu, gazu oraz ogrzewania. Zanotuj dzisiejszą datę i stan każdego z liczników. Mi pomaga w tym aparat w telefonie – później, gdy jestem przy komputerze spisuję dane ze zdjęć z telefonu.
  • Ustaw sobie w kalendarzu cykliczne przypomnienie na ostatni dzień każdego miesiąca – i pamiętaj o tym aby co miesiąc spisać stan tych liczników.
  • Zbieraj wszystkie rachunki za wydatki gotówką i kartami. Jeśli gdzieś nie dostałeś paragonu – poproś o niego. Zachęcę Cię do tego byś pod koniec miesiąca spróbował zrobić pierwszą analizę kosztów.
Na początek tylko tyle :-)(....)
                                                   **************************
Życzenia świąteczne zostawiam sobie tu na blogu jeszcze na potem, a teraz mam tu jak dla mnie bardzo aktualny temat, a mianowicie temat OSZCZĘDZANIE!!!  
Ponieważ jeszcze nie mogę się pozbierać od tych wydatków za gaz i zakup  niespodziewany nowej lodówki, to zainteresował mnie blog na temat oszczędzania. Może nie tylko mnie to interesuje, więc to tu dla nas wkleiłam.

,,Wstań z krzesła i idź spisać stan liczników zimnej i ciepłej wody, prądu, gazu oraz ogrzewania.""

To akurat już robię,wpadłam sama na to i bez tego co tu teraz czytam. Nie mogę przecież żyć ponad stan. Muszę się zmieścić w tym co dostaję co miesiąc. Dobrze że miałam odłożone na wypadek -wypadku. A gdybym tak nie miała?? Strach pomyśleć.  

środa, 18 grudnia 2013

Postne dwa dni w tygodniu dla naszego zdrowia


Postne dwa dni w tygodniu dla naszego zdrowia


 Badania prowadzone w szpitalu uniwersyteckim w Manchesterze wykazały, że wyłączenie na dwa dni z diety takich produktów, jak makaron, chleb, ziemniaki i tłuste potrawy jest skuteczniejszym sposobem odchudzania się, niż stosowanie diety przez siedem dni w tygodniu.
Tyle na temat sieć
****
To już chyba ostatni dzwonek by się trochę powstrzymać od zbyt obfitego jedzenia przed świętami. Adwent powinien nas do tego przecież zachęcać. A ja w innych latach przestrzegałam to skromniejsze jadło z dobrym skutkiem ,ale nie w tym roku. 
Jutro rano wejdę na wagę i zobaczę ile mi przybyło od tego codziennego łasuchowania . 
Fakt,ze te długie wieczory  nie sprzyjają odchudzaniu. Zresztą mi nawet nie o takie drastyczne odchudzanie chodzi, ale o ten umiar i o tą moją silną wolę którą gdzieś zawieruszyłam. 

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Wigilia łatwo o wzruszenia, emocje.


obrazek z sieci

Tak dawniej w Polsce  wyglądała Wigilia. 

Bo teraz nie obowiązuje już w ten dzień post i zakaz spożywania dań mięsnych

Wieczerza wigilijna zawsze składała się z postnych prostych dań.
 Ich ilość bywała różna na przestrzeni dziejów. 
Obecnie przyjmuje się, że ma ich być 12. 
Tyle ile miesięcy w roku i ilu apostołów.
 Potrawy powinny składać się z płodów rolnych, leśnych i z wodnych.
 A więc na stole muszą znaleźć się ryby, mąka, kasza, grzyby, owoce, miód, orzechy. 
Gdyby czegoś zabrakło, zabraknie i w całym roku.
 Należy też spróbować każdej potrawy z tego samego powodu.
 Każdy element symbolizuje również konkretne wartości.
Wieczerza zaczyna się od dzielenia opłatkiem.
 Symbolem pokoju, jedności, zgodę a także dostatku chleba.
 Chleb z kolei oznacza początek i dobrobyt. 
Zboża są znakiem pomyślności i płodności. 
Ryby są ściśle związane z chrześcijaństwem.
 Mają przypominać o zmartwychwstaniu i nieśmiertelności duszy.
 Grzyby symbolizują świat duchowy.
 Groch i kapusta oznaczają siły natury i zdrowie, mak płodność a miód ma zjednywać przychylność sił nadprzyrodzonych.
 Orzechy i jabłka mają zapewnić zdrowie przez cały rok.
Niewątpliwie  Wigilia to wstęp do jednego z najpiękniejszych, najbardziej magicznych świąt. Bożego Narodzenia, i oczekiwanie na Pasterkę w gronie rodzinnym. Po kolacji chodziło się całą gromadą na mszę o północy czyli na Pasterkę.

Tak świętowali ojcowie nasi.


 Dobrze jest celebrować ten czas. 
W końcu czekamy na to Święto cały rok.

                                                    ***************************

17. 12. 2013 r  godz. 13,12

Pogoda słoneczna, ale za ciepło nie jest. Właśnie powróciłam z kolejnych zakupów, a pieniądze lecą niestety. Kupiłam dziś piernik do moczki i sucharki do makówek. Gotuję już bigos ,a kapustę z grzybami wczoraj już zamroziłam. Pachnie w domu świętami tak jak lubię. Wczoraj była córka. Dzień wcześniej starszy syn. Załapali się na golonko. Obaj uwielbiają.Córka jednak nie przewiduje spotkania na święta ze mną. Chyba nawet do głowy jej nie przychodzi że jest mi przykro że tylko zawsze u nich rodzina mojego zięcia. Muszę z tym jakoś żyć(-; 

niedziela, 15 grudnia 2013

Makówki


Do kawy zamiast makowca i bez pieczenia w piekarniku!!!
Makówki

25 dkg zmielonego maku, 1 strucel (lub 2-3 bułki pszenne), 1 l  mleka (lub wody), 4 łyżki cukru, 2 łyżki miodu, 1 paczka cukru waniliowego, 1 olejek migdałowy, 2-3 łyżki roztopionego masła, paczka rodzynków, 0,5 paczki migdałów, , szczypta soli
Wcześniej wypłukany i zmielony mak zalać wrzącym mlekiem (lub wodą). Dodać cukier, rodzynki, sparzone ze skórki i pokrojone migdały, masło, , miód i szczyptę soli. Całość zagotować. Strucel pokroić w kwadraciki i ułożyć w salaterce. Delikatnie wymieszać z przygotowaną zalewą. Potrawa powinna być przygotowana choć 2 godz. wcześniej, aby bułka zmiękła i nasączyła się zalewą. Według niektórych przepisów – jeżeli chcemy makówki przechowywać kilka dni, to do zaparzenia maku należy wówczas użyć zamiast mleka wody.


Przepis i obrazki z sieci, robię makówki podobnie ale z sucharkami kupionymi w naszej ciastkarni na wagę, a potem przekładam warstwami, a nie mieszam tak jak tu w przepisie. Daję także więcej masła ale wrzucam do gotującej się wody(nie robię na mleku).Zawsze można je potem polewać ocukrzonym mlekiem kiedy za suche. A mak u nas mielą w ciastkarni za małe pieniądze tuż przed świętami.Nie zapominać o soli i dobrze ocukrzyć. Mało słodkie nie są smaczne,a za suche także nie.

                                     **********************
Zawsze byłam szczupła. Jako dziewczę dwudziestoletnie ważyłam 48 kg. Po urodzeniu pierworodnego 50 kg.Dopiero po menopauzie przybyło mi wagi i po zaprzestaniu palenia papierosów następne. Teraz na starość metabolizm się spowalnia a ja jeszcze do tego mam problemy z tarczycą więc już się pożegnałam od dawna z moją szczupłością. Często jednak wchodzę na wagę i się cieszę że waga stoi w miejscu, i jedynie w czasie choroby mam kilka kg mniej.Jakaś rezerwa na czas choroby, to pokazuje nam, że nasz organizm funkcjonuje jak należy. Jeść a nie żreć ,to moja dewiza, i tak jest dobrze. A jem wszystko na co tylko mam ochotę ale utrzymuję przy tym mój zdrowy rozsądek. W czasie świąt również, choć może i ten 1 kg dojdzie po tych makówkach, ale prędko po świętach się go pozbędę ,więc się jeść nie boję.
Pozdrawiam przy pięknej słonecznej i bezśnieżnej jeszcze pogodzie za moim oknem. 








sobota, 14 grudnia 2013

Właśnie ten czas... zastanówcie się może bardziej, czy nie warto przystopować, i wejrzeć w swe wnętrze.. dzisiejszy świat jest wielkim kołem i ludzi wkręca w swoja machinę, a ludzie nie wiedzą co robią, robią to, bo tak czyni tłum. ale po co?

Autor: ja  24.12.2003zgłoś
powiem wam wszystkim tylko tyle, ze można mieć wszystko, kochającą rodziną, mnóstwo prezentów, łamiący się stół wigilijny, wspaniałego chłopaka, męża, czy jeszcze kogoś, to ja odczuwam pustkę, bo dla mnie te święta to wcale nie jest jakaś tam więź rodzinna, ale "BOŻE Narodzenie".
 Dlaczego ludzie pytani czym dla na nas jest to święto nie odpowiadają " bo wówczas narodził się PAN",
 ale to, że robią zakupy, stroją mieszkanie, myją okna.. to jest G*** warte!!!
 bez Boga nic nie ma sensu, bo samo siedzenie w rodzinnym gronie można mieć każdego dnia roku, 
ale bycie ze sobą, bo Bóg nas Tym obdarzył, bo chciał żebyśmy mieli co jeść i cieszyli się z dawania prezentów, ma swój jedyny czas.
 Właśnie ten czas... zastanówcie się może bardziej,
 czy nie warto przystopować, i wejrzeć w swe wnętrze.. dzisiejszy świat jest wielkim kołem a ludzie nie wiedzą co robią,
 robią to, bo tak czyni tłum. ale po co?
 bo to psychologia tłumu. bez namysłu, z klapkami na oczach iść z tłumem... Nie wiem co zrobicie, ale nie bądźcie maszyną, bądźcie ludźmi, dla których nie jest ważne to, co materialne, lecz to, co w naszych duszach. Bóg? a co jeśli w niego nie wierzę?
 Po prostu czuj, otwórz serce, bądź radosny i ciesz się, ze możesz przeżywać te święta.

Fajny ten komentarz no nie? Dlatego go tu dla nas skopiowałam . 

Co ja się dziś w tej kotłowni z piecem węglowym udręczyłam to moje. A wyglądałam jak kominiarz. Włączyłam gaz. Drogo ale moje zdrowie drozsze. Pewnie wina węgla. Leżał na dworze od zeszłego roku z powodu mojej choroby, a teraz się palić nie chce...

Wspominam





Wspominam tamte dawne wigilie

Obrazek z sieci

 Czy wiecie,że wieczerza dawno temu była jedzona u nas z jednej misy; do dziś podobno niektóre rodziny jedzą w ten sposób makówki. „Żebyśmy byli zawsze w kupie” -mówią. To  wzmacniało poczucie wspólnoty  jakie dominowało podczas tej wyjątkowej przecież wieczerzy. Misę stawiano na opłatku – jeśli się przykleił do dna, to dobrze wróżyło. Są w dalekich Alpach jeszcze takie miejscowości gdzie tak się jada i  w ten wieczór. Oglądałam to na filmie dokumentalnym o starych obyczajach świątecznych w Europie. 
A prezenty u nas na Śląsku przynosiło chyba od zawsze Dzieciątko -  co to prawdopodobnie było nawiązaniem do Trzech Króli którzy składali hołd w Betlejem i przynieśli Dzieciątku dary.
Po wieczerzy, choćby w bardzo skromny sposób, rodzice obdarowywali  swoje dzieci, a dopiero od nie tak dawna upominki zaczęli sobie robić dorośli. 
 Prezenty  jednak były w przeszłości o wiele skromniejsze, bez wielkich zbytków. -  Jakieś tam słodycze pierniki jabłka, a z innych prezentów w większości czapka i szalik własnej roboty,  albo wystrugany przez kogoś z domowników konik albo gałgankowa lalka. Zanim upowszechniła się choinka,  prezenty były kładzione na parapecie albo dziecko wykładało na nie głęboki talerz lub swoją czapkę.
Pamiętam te ubogie powojenne wigilie, kiedy pod choinką ,wielką radością był talerz z piernikami własnej produkcji,no i właśnie ta nowa czapka,rękawiczki i szalik.
A potem w kościele na Pasterce w kościele widać było, wszystkie dzieci w swoich nowych czapkach.

                                             ************************ 
Mróz dziś. Widać biało ale bez śniegu W mieszkaniu ciepło bo węglem palę. Święta coraz bliżej. Czas już na choinkę. Mam ustrojoną już od lat. Tylko prysznic jej zrobię i można wstawić do salonu. 

Żywe mam w ogrodzie. 
Zdrowia życzę zaglądającym bo to teraz najważniejsze. 
Przed chwilką jechała karetka na sygnale. Niestety pamiętam moją chorobę zeszłego roku. Dlatego wiem o czym tu piszę. 

Archiwum bloga