środa, 8 marca 2017

ŚRODA, 8 MARCA 2017


No to sobie świętujemy dziś z pozycji pionowej


                                       a  to dzisiejsze moje selfi.

      A może ze mnie jednak taka ,,Wańka wstańka",bo moje życie teraz, to życie dziś.., a dziś jak na razie nic nie boli, nic nie swędzi, więc jest OK......



 Z pozycji leżącej każdy inny człowiek wydaje się wielki, ty jesteś malutki. Nie należy więc zbyt długo pozostawać w tym bezpiecznym schronieniu, bo prawdziwe życie toczy się gdzie indziej.

 Aby wyjść z roli ofiary, trzeba odzyskać wiarę we własną zdolność do działania.

 W pozycji pionowej widzimy świat z właściwej perspektywy. 

Tekst z sieci...

poniedziałek, 6 marca 2017

.Trzeba jednak bardzo uważać co się na ciele do domu przyniesie po wiosennym spacerze na łonie przyrody...

http://warsztatdobregoslowa.pl/kleszcz-ochrona/


Ostatnimi czasy coraz częściej mówi się o zagrożeniu, jakie stanowi kleszcz. Przenoszą one różne choroby, np. boreliozę lub kleszczowe zapalenie mózgu, ale nie tylko. Lista patogenów, które możemy otrzymać po ukąszeniu jest naprawdę solidna.
Pamiętajmy, aby po powrocie z lasu obejrzeć się, czy nie mamy autostopowicza, a kiedy już taki się znajdzie – wyciągnijmy go w profesjonalny sposób. Kleszcz wyjęty prawidłowo w przeciągu 24 godzin nie powinien zdążyć Nas niczym zakazić.

I znów będą kleszcze. 
Ja już leczyłam u mnie boreliozę antybiotykami i na szczęście potem wynik badania wypadł juz ujemny ale i to nigdy na 100% udowadniać się nie da podobno, a te krętki to mogą powodować coś na co teraz choruję. Gdzieś się zagnieżdżą i trudno je przepędzić, a potem się nowotwór uaktywni i klops- ( tego się też już naczytałam ,ale czy to prawda ?  Trzeba jednak bardzo uważać co się na ciele do domu przyniesie po wiosennym spacerze na łonie przyrody...


http://www.kleszcz-choroby.pl/borelioza-krok-po-kroku?start=10

Kleszcz – Jak naturalnie chronić się przed ukąszeniem?

Jednak warto również wyprzedzić te zdarzenia i zadbać o profilaktykę. Natrafiłem na świetny wpis z „Zielnika Babci Aliny”. Oto przytoczone tam sposoby.
Kleszcze unikają mocnych zapachów. Do przygotowania naturalnych preparatów anty wystarczy butelka z atomizerem i trochę ziół.
Zaparzamy łyżeczkę suszonego rozmarynu i tymianku. Po 30 minutach dodajemy sok z jednej cytryny i przelewamy do buteleczki.

Napary z melisy i mięty pieprzowej (świeżych lub suszonych) lub lawendy w połączeniu z szałwią również zapewnią Nam ochronę.
Ziołowy zapach odstraszy intruzów. Napary można rozpylać na skórę dorosłych, dzieci oraz zwierzaków. Nie powodują żadnych nieporządanych reakcji (w tym alergicznych), gdyż są całkowicie naturalne.
Kiedy nie mamy do dyspozycji atomizera, możemy po prostu natrzeć się ziołami – liśćmi mięty pieprzowej, melisy, czosnku niedźwiedziego, piołunu bylicy lub wrotyczu pospolitego.
Kleszcze reagują na Nasz zapach, dlatego spocone ciało będzie je przyciągało. Również wody toaletowe i perfumy o słodkich, waniliowych zapachach zwrócą ich uwagę. Dodatkową ochronę może dać zjedzenie czosnku. Jego olejki eteryczne uwalniające się przez skórę odstraszą leśnych krwiopijców.

z wyrazami szacunku dla zielnikababcialiny
Poczytaj także inne ciekawe wpisy na temat Medycyny NaturalnejZiołolecznictwa lub Zdrowego Odżywiania.

sobota, 4 marca 2017

SOBOTA, 4 MARCA 2017

Nie mogłam się oprzeć i ten bardzo mądry komentarz tu dla na wkleiłam..niestety jestem coraz to słabsza

od dawna wychodzę z założenia że w dzisiejszym świecie to najlepiej jeść ( tak – jeść) tylko wodę źródlaną🙂 raka można dostać nawet od czarnej herbaty z cytryną (ktoś kiedyś powiedział, ze chciałby umrzeć na takiego raka).

 Czy jedząc, za każdym razem musimy intensywnie myśleć co jemy i co z czym łączymy a czy przypadkiem nie za dużo zjedliśmy albo czy nie za późno…

Jeśli chodzi o te nieszczęsne komórki rakowe to w każdym organizmie one występują, nawet u małych dzieci, dowiedziałam się tego od pani naukowiec zajmującej się patologią anatomiczną i sekcją zwłok,

 obojętnie co byśmy nie jedli i jaki tryb życia nie prowadzili każdy z nas nosi w sobie komórki rakowe i jest to normalne i to zależy od organizmu czy je „przepuści” no bo przecież osoba całe życie prowadząca zdrowy tryb życia może umrzeć młodo na raka, a trzęsąca się 90letnia staruszka kopcąca fajki od 60 lat dalej jest „na chodzie” w dodatku energicznym

… Zależy to od tego jak silny jest organizm, a na pewno nie będzie kiedy ładujemy w siebie negatywne emocje.

To fakt, że organizmowi należy dać szansę na to aby był mocniejszy.
 Kiedyś cierpiałam na ortoreksję (niby fajnie) i to było coś potwornego, samo częste (nawet całodniowe) myślenie o jedzeniu czy wszystko na talerzu gra wywołuje i tak niepokój jeśli jest ok, w końcu trzeba było się od tego uwolnić, 

a nasi przodkowie naprawdę się tym nie interesowali czy muszą łączyć upolowanego dzika z korzonkami…

środa, 1 marca 2017

A od dziś popiół na nasze głowy, i postanowienie by coś naprawić w tym naszym życiu. A zawsze się u każdego coś tam znajdzie. Ja tym dzisiejszym dodatkowym postem robię początek. zaczynam walkę z sama sobą, kopniakiem w tyłek he he.. Nieźle no nie? Kurcze, ale się zmęczyłam.....

Pradawny obyczaj dziś  tu mi się  przypomniał . Moja Babcia Anna opowiadała, jak tam u nich w Kędzierzynie się dawno temu bawili młodzi w karnawale. 

W większości po chałupach skubali pierza wieczorami, ale potem(nie zawsze ale często) był poczęstunek herbatą ,pojawili się chłopcy i sobie młodzi trochę w izbie potańcowali. Widocznie ktoś grał im do tańca. A na ten ostatek, to juz  przy muzyce pogrzebowej nieśli tego basa jak na kondukcie pogrzebowym po północy.(ale to już w gospodzie)



Po lewej Anna(moja Babcia) po prawej najmłodsza siostra Anny wiecznie uśmiechnięta śliczna blondyneczka. (po wojnie z mężem wyjechali do Monachium i tam jest pochowana. Dobrze ją pamiętam. Najstarszy Syn gospodarza Juliusz w środku pomiędzy Rodzicami. Zawsze z dumą o nim opowiadała ,jaki to był wspaniały Syn i Brat..



Bardzo stara i niewyraźna fotografia, ale jak się bliżej popatrzeć to widać  Gospodarza z koniem, a przed laubą czyli zadaszonym wejściem do domu rodzina . I chyba jedyne zdjęcie na którym widać małą Gretkę która niestety tak bardzo się wrzątkiem oblała (moment nieuwagi jej Mamusi i ściągnęła garnek z pieca) tak bardzo, że zmarła. Miała 3 latka. 





A ten kawaler(chyba) to pewnie już dorosły któryś z synów Gospodarza. .


A potem(nie tak jak dziś) żadnych zabaw. Cisza  i post czterdziestodniowy do Soboty Wielkanocnej włącznie.

                                           ****************



czwartek, 23 lutego 2017

CZWARTEK, 23 LUTEGO 2017


I jak tu nie płakać

Wróciłam do domu i pierwszy raz od czasu kiedy się dowiedziałam że mam ten nieszczęsny nowotwór i to taki z tych najbardziej złośliwych  których niczym tak naprawdę zakatrupić się nie daje, to się rzewnie rozpłakałam.

A pojechałam w dobrym nastroju, i nawet po drodze żartowałam na swój temat, kiedy Syn stwierdził że znów mi twarz pożółkła.Żartowałam, że teraz to będą Chiny jako następna wycieczka, bo tam wszyscy tak mają.

Byłam już w naszej Onkologii naprawdę wiele razy ale co teraz ze strony lekarzy mnie spotyka jest naprawdę zdumiewające.

Przyjmuje mnie za każdym razem inny lekarz który oczywiście zupełnie nie zna to z czym tu przychodzę.( przecież przed przyjęciem pacjenta powinien się zapoznać z historią choroby no nie?)

Ostatni przy wypisie polecił mi pokój uśmierzenia bólu(przecież jeszcze mnie nic nie boli), i kiedy pytałam o to jak długo mam  szansę żyć, powiedział że mogę liczyć na kilka miesięcy. tak mniej więcej do pół roku. Tak bez pardonu brutalnie i tak prosto z mostu( leczyć to nie bardzo, ale szkodzić to im wychodzi  zupełnie dobrze)

No to dziś miałam ustalony wcześniej termin i godzinę ,( nie boli ale swędzi, to może pomogą)  i rejestruję się na dole w recepcji. Pani mi mówi 2 piętro pokój 2006.

Na tym piętrze jestem po raz pierwszy i pytając którędy iść, bo to labirynty korytarzy , w końcu trafiam pod pokój 2006.

 Żywej duszy. Pokój zamknięty , a obok kaplica, czekam i czekam i nic. W końcu  otworzyłam jakieś drzwi a tam gość i komputery. Nie, mówi, to nie tu, i pokazał gdzie iść, bo to też  pokój 2006, ale trochę jeszcze bardziej skomplikowanie na tym samym korytarzu pełnym różnych zakrętów,nareszcie jest- dotarłam. No jest  2006 i czekam . Wołają moje nazwisko, wchodzę.

Pokazują mi krzesło, i dalej czekam,i czekam, i czekam, bo panie załatwiają masę jeszcze najwidoczniej nieskończonych spraw. Chyba z pół godziny tak czekałam, aż młoda pani lekarz się mną zajęła. To znaczy raczej pobieżnie przeglądała na monitorze historię mojej choroby, tak pobieżnie, że oto stwierdziła że nic mi nie dolega i że to żaden nowotwór. oj co to byłaby za radość, ale...

Dla mnie to nic nowego, bo już jeden lekarz na samym początku także w ten sam sposób chciał mnie spławić. ( coś przeczytał woreczek żółciowy, i powiedział, że to nie w Onkologii) Dopiero potem jednak zaczął czytać...

No ale kiedy lekarka nareszcie zaczęła  trochę bardziej dokładnie czytać historię mojej choroby ,  to chyba do niej dotarło że jest inaczej.
 Ale teraz to wpadła w drugą skrajność, a mianowicie zasugerowała mi, że powinnam się już zainteresować naszym miejskim hospicjum....

 Ale mnie się tak łatwo spławić nie da a  mam wyznaczoną tam u niej następną wizytę po koniec kwietnia. Chyba że nie dożyję
 A leku na świąd i tak nie ma. Wszystkie szkodzą wątrobie i powodują żółtaczkę którą i mam bez tych leków
 I jak tu nie płakać...no powiedzcie sami

Wybaczcie ten wpis ale musiałam się wyżalić choć przecież dziś wesoły tłusto czwartkowy dzień...

środa, 22 lutego 2017

22 luty

Muszę się nauczyć gospodarować produktami żywnościowymi po nowemu. A to nie takie proste jak się okazuje. Nauczona oszczędności, zawsze jeszcze następny obiad wyczarowałam z tego co zostało z poprzedniego dnia, i nikt kto u mnie jadał nie narzekał, a wprost przeciwnie.

 Teraz zanim nauczę się dla siebie kupować żywność którą tylko jeść powinnam bo mniej szkodzi ciągle coś z lodówki muszę z bólem serca wynieść do kubła.

 W zamrażarce miałam jeszcze kotlety ale ich wyrzucić jednak nie dałam rady, a zrobiłam z nich chudziutki zupełnie smaczny rosół. Jutro wizyta w Onkologii w poradni przeciwbólowej.

 Tak mnie tam skierowano choć na razie tfu oby długo nie bolało. Zobaczę co mi powiedzą.




23 luty dopisek

Dziś tłusty czwartek ale nie dla mnie. Piję kawę bo jeszcze czas na wyjazd do  dochtorów. Oby na ten świąd jakiś skuteczny lek zapisali.Syn mnie podwiezie, ale i autobusem bym sobie teraz tam zajechała. ale ma po drodze więc czemu i nie? No to na razie...



Archiwum bloga