sobota, 30 lipca 2016



sobota, 30 lipca 2016


ŚDM, i dlatego dziś tu te cytaty ktore znalazlam w sieci

Cyt. Jasieńskiego

 "Strzeż się obojętnych - nie zabijają i nie zdradzają, ale za ich milczącą zgodą, mord i zdrada istnieją na świecie"


     
"Jesteście synami Bożymi: bądźcie z tego dumni! Nie popadajcie w przeciętność, nie ulegajcie dyktatom zmieniającej się mody, która narzuca styl życia niezgodny z chrześcijańskimi ideałami, nie pozwólcie się mamić złudzeniom konsumizmu. Chrystus wzywa was do rzeczy wielkich. Nie sprawcie Mu zawodu, bo w ten sposób wy sami spotkalibyście się z zawodem.”




"Gdzie nas posyła Jezus? Nie ma granic, nie ma ograniczeń: posyła nas do wszystkich. (...). Nie bójcie się iść i nieść Chrystusa w każde środowisko, aż na peryferie egzystencjalne, także do tych, którzy wydają się najbardziej oddaleni, najbardziej obojętni. Pan poszukuje wszystkich, pragnie, aby wszyscy poczuli ciepło Jego miłosierdzia i Jego miłości."

Papież Franciszek

piątek, 29 lipca 2016

piątek, 29 lipca 2016

Piątkowe moje takie ble ble pod sam koniec lipca

Wczoraj jakoś się zmobilizowałam i wyszłam z domu. To ostatnio wcale nie jest takie proste. Mam jakieś dziwne opory i zawsze szukam byle pretekst by jednak pozostać w domu.

Ale nie było już pretekstu. Zabrakło mi leku na nadciśnienie. Zaskoczyła mnie totalna pustka w Ośrodku.
 Dziwnie się poczułam, i pytam w recepcji czy jakiś lekarz przyjmuje.
Oczywiście padła odpowiedź i za kilka minut już byłam w gabinecie lekarskim. (urlopy i wizyta Papieża ??)

Przy okazji poprosiłam o podstawowe badania krwi, bo w tym roku tego nie zrobiłam, i miałam dziś rano na czczo się do ośrodka zgłosić,- ojej, ale zaspałam jak na złość,
 bo jakoś w inne poranki budzę się wyspana już nawet czasem za nim słonko wstaje.

To miał być chyba dla mnie zły znak i ostrzeżenie przed moją pierwszą dzisiejszą ryzykowną wizytą u nowej fryzjerki w nie tym zakładzie fryzjerskim do jakiego dotąd zawsze chodziłam.
No i się sprawdziło.
 Tak mnie szpetnie obcięła, że tylko siąść i płakać.

Dobrze że nie mam w planie ważne imprezy i spotkania towarzyskie.
 Trzeba jednak było zostać w domu. Ale się wczoraj na dziś tam zapisałam.  No dobrze. Może i nic takiego się nie stało bo włosy odrosną .Pocieszam się że  podobać się to i tak już nikomu nie muszę. Szkoda jednak, bo tak bym jeszcze troszeczkę chciała z przyjemnością   patrzeć do lustra i widzieć swoją nową fryzurę...

Lustro, lustro, powiedz przecie.. (a lustro na szczęście dyskretnie milczy )

środa, 27 lipca 2016

środa, 27 lipca 2016


,,Prezent" na 40 urodziny dla mojej Mamy

Rok 1945.(moje wspomnienia ) miałam wtedy 8 lat

W kuchni mieszkania  kobiety(czekała na swojego męża podobnie jak i moja Mama, bo Mężów i Ojców naszych internowano w lutym tego roku do Rosji), u której mieszkaliśmy kątem, przygarnięci przez nią, po tym jak nas Rosjanie wykwaterowali siłą z naszego domu,

ale do rzeczy i po kolei;

 Moja Mama i ta Właścicielka mieszkania, zasiedli po południu przy stole i akurat mieli wypić kawę zbożową z okazji 40 urodzin mojej Mamy,
 kiedy z nagła pojawił się w tym momencie w drzwiach tego mieszkania młody żołnierz radziecki, niosąc mnie na rękach nieprzytomną, i z całą głową  i twarzą zalaną krwą.

Wypadek.

Na pustej ulicy w tamtych czasach,  bez opieki dorosłych , dzieci z domów tej ulicy w tym ja i mój mały braciszek również   jak to zwykle w najlepsze się tu bawiły.

Kiedy (tak potem mi opowiadano) dawałam innym popis tancerki na środku jezdni, nikt z nas dzieci nie zauważył nadjeżdżający samochód wojskowy.

Musiał mieć dobre hamulce, i miał na moje szczęście także niezły refleks ten młody człowiek, bo mnie jedynie tylko potrącił, a po zmyciu krwi z głowy i twarzy się okazało, że to tylko niewielka rana na głowie, no i najwidoczniej wstrząs mózgu.

Ale po odzyskaniu w łóżku przytomności,jeszcze tego samego dnia dalej się bawiłam na ulicy razem z dziećmi, które zdziwione moim zmartwychwstaniem(opowiadano w rodzinach że mnie na śmierć auto przejechało) bardzo się ucieszyły z tego że żyję. 

 Kto by w tamtych czasach coś wiedział o tym że wstrząs mózgu to nie takie hop siup i poleżeć trzeba.

Bo jednak porządnie mnie musiało rąbnąć . Nic z tego dnia przed tym wypadkiem nie pamiętam. Wszystko to wiem jedynie z opowiadania mojej Mamy.

.Ech wspomniało mi się to przed chwilką i chyba już kiedyś w jakimś poście o tym pisałam

                                           ************************


Jak mi się tu na tym blogu udaje wpisać komentarze
 pod każdym postem pisze tu linki do tego posta, klikam na to i czekam aż mi się otworzy, i wtedy piszę komentarz tu na tym blogu.

Spróbuj i Ty. Serdecznie zapraszam

 

Jak mi się tu na tym blogu udaje wpisać komentarze

 pod każdym postem pisze tu linki do tego posta, klikam na to i czekam aż mi się otworzy, i wtedy piszę komentarz tu na tym blogu.

Spróbuj i Ty. Serdecznie zapraszam

 Dziękuję Leptir!!!


                                      ***********************

Dziś wcześnie tu piszę. Jest dopiero kilka minut po piątej. 27 lipca to urodziny mojej śp. Mamy.

Powinnam odwiedzić cmentarz. Do fryzjera także już najwyższy czas się udać, także do ośrodka po nową porcję leków które mi się już kończą. Oby nie było za gorąco. Na piechotę wszędzie, a to już teraz nie jest dla mnie takie proste. A tak lubiłam zawsze chodzenie. Między innymi dlatego mi nigdy na samochodzie nie zależało, i prawa jazdy nie mam i mieć nie chciałam choć Mąż zawsze chciał bym prawo jazdy zrobiła.  Za późno na to już teraz..

Ale ten czas nam leci. To już ostatni tydzień lipca. Teraz to już lato idzie nam z górki i ani się nie obejrzymy i będzie jesień.

Życzę

Miłego dnia zaglądającym tu na mój blog-;)))

poniedziałek, 25 lipca 2016

poniedziałek, 25 lipca 2016


to mi tu dziś pasuje.

Wszyscy bez wyjątku, jeśli chodzi o nasze światopoglądy, rzucanie słów, myśli ukryte, otrzymują za darmo to samo: Narodziny, Miłość w szerokim tego słowa znaczeniu, Cierpienie i Śmierć.
http://lavieestbelleijatez.blogspot.com/

Nie ma już tego Bloga, ani jego Właścicielki. Jest już po drugiej stronie lustra, ale ja Jej i Jej mądrych tekstów na Jej Blogach nie zapominam. I nie zapomnę. Tak buszując po moich dawnych wpisach, natrafiłam na to, i tak sobie myślę, że to mi tu dziś pasuje.

                                        **********************



Wczoraj przez cały dzień przesiedziałam u siebie w moim ogrodzie. Zachowuję się dziwnie. Jak uparte dziecko które na złość Mamie, uszy sobie odmraża..

Wieczorem na chwilkę wpadła do mnie moja starsza Synowa z butelczyną ,,Rumu", bo byli na basenach kąpielowych w Czechach. Sekundę była bo śpieszyła, się na spotkanie towarzyskie. 

Nic nie powiedziała czemu mnie nie zabrali, choć mi to zaproponowała  sama od siebie jeszcze nie tak dawno temu. Ech, obiecanki cacanki a głupiemu radość.

No to tylko zalewać tego ,,robaka" tym rumem . Ech... he he.. 

sobota, 23 lipca 2016

sobota, 23 lipca 2016

Mieliśmy szczęście Mój Syn i Ja. Ech życie...

Tak. Urodził się 22 lipca, a 23 już był ze mną w domu. Wypisano mnie i musiałam zostawić na miejscu dowód osobisty, bo przecież nie byłam przygotowana na tak wczesny wypis i taksówka w rzęsistym deszczu jechałam do domu po rzeczy dla maluszka. Teściowa akurat prała w pralce ,,Frania" i była zdumiona widząc mnie w drzwiach mieszkania.

Zaskoczony był również mój Mąż kiedy wracając z biura ,zastał mnie z maleństwem już t domu.

Początkowo nawet się nieźle czułam(tylko na prawej mojej nodze pojawiły się jakieś dziwne bąble) ale to się już na drugi dzień miało zmienić. Zaczęłam gorączkować, a 27 lipca w urodziny mojej Mamy już wezwano do mnie pogotowie. Ale młody lekarz dość szorstko mnie potraktował, przepisał lek i tyle.

Mąż zawołał prywatnego lekarza, i decyzja; natychmiast szpital. Dostałam się na oddział weneryczny i tam straciłam przytomność. Przez następne 2 tygodnie było ze mną krucho.

Moje kilkudniowe maleństwo zostało w domu pod opieka mojej wspaniałej Teściowej. Na oddział noworodków nie mógł być przyjęty, bo akurat został zamknięty bo na tym oddziale wybuchła biegunka zakaźna. Były tam jak się później dowiedziałam wypadki śmiertelne wśród noworodków .

Opatrzność nad moim Synkiem  czuwała. Dobrze że nas tak wcześnie wypisano. Potem z tego oddziału położniczego i noworodków wypisy wstrzymano.

42 lata od tamtego czasu minęło. Mieliśmy szczęście Mój Syn i Ja. Ech życie...

piątek, 22 lipca 2016

piątek, 22 lipca 2016

To juz 42 lata temu jak ten czas leci

Dzień 22 lipca 1974 roku był wyjątkowym dniem  w PRL-u . Było 35 lat Polski Ludowej i powód do wielkiego świętowania. Zaproszono  na to Święto Breżniewa i właśnie w tym dniu tow. Gierek, Piotr Jaroszewicz, i Breżniew, byli tu u nas na Górnym Śląsku.

22 lipca był to poniedziałek, i najwidoczniej moje dziecko chciało w tym wszystkim  osobiście brać udział,też uczestniczyć i zobaczyć ten cyrk na własne oczy , no i zaczęły się w związku z tym moje bóle porodowe.

Wyglądało to, że bardzo mu było pilno się wydostać z mojego brzucha, więc galopem musiałam się dostać do szpitala co w tym dniu wcale takie proste nie było, a własnego auta jeszcze nie mieliśmy.

W szpitalu okazało się że do sali porodowej jest kolejka i akuszerka miała pełne ręce roboty.

 Wiele by nie brakowało a rodziłabym na krześle. Punkt 12 w samo południe- Był!!

Mój ukochany drugi Syn. Maleńki bardzo, 2, 800 kg, ale zdrowy.

Po mnie rodziła żona jakiegoś oficera z MO.
 Och co się potem na oddziale działo. Delegacje z Miasta i z Komendy.
Kwiaty, życzenia prezenty.
 Okazało się bowiem że była z góry wyznaczona do tego wyróżnienia.
 Kobieta która urodzi dziecko w samo południe w tak szczególnym dniu.
Nawet się ucieszyłam że to nie mnie spotkało.
 Byłam jednak za  bardzo wykończona takim ekspresem jakie mi zafundowało moje dziecko . A byłam przecież i tak bardzo szczęśliwa że było już po wszystkim, że nic więcej do szczęścia nie było mi w tym momencie potrzebne. Ale tylko w tym momencie bo potem, okazało się że wszystko mogło się bardzo źle skończyć. Ale o tym w następnym poście..

Archiwum bloga