środa, 30 maja 2012

Zbliża się dzień dziecka

http://aord.republika.pl/wdziecznosc.htm





       








Powinniśmy być wdzięczne naszym dzieciom, że dały nam wnuki. Kiedy dzieci są już dorosłe, najczęściej opuszczają swoje gniazdo rodzinne, pozostawiając rodziców w osamotnieniu.
 Przychodzi jednak taki okres, że trzeba znów poprosić rodziców o pomoc. Praca, nadmiar obowiązków, stres. 
Prosząc o pomoc w wychowywaniu naszych pociech, wyzwalamy w swoich rodzicach „instynkt opiekuńczy babci”. 
Powinniśmy być wdzięczni naszym dzieciom za to, że są nieporadne, że zawracają nam głowę błahymi nawet sprawami. 
Zwariowane tempo życia, stres, ciężka sytuacja materialna, choroba doprowadza niekiedy nas do tego, że jesteśmy zrezygnowani.
 I tylko dzieci motywują nas do tego, że musimy żyć, musimy walczyć z chorobą, nie wolno nam się poddawać, bo mamy dla kogo żyć. 

poniedziałek, 28 maja 2012

Radośni ludzie?

W Polsce mamy do czynienia z coraz większym rozwarstwieniem społecznym - tworzymy nowy typ niewolnictwa.
 Rzesze ludzi zmuszanych jest do pracy za minimalne wynagrodzenie, najczęściej na umowach śmieciowych.
 Brakuje mieszkań, żłobków i przedszkoli, zamykane są małe szkoły i lokalne sądy.
 Dostaliśmy igrzyska w postaci Euro 2012, ale przecież tych wszystkich poważnych problemów społecznych nie udało sie rozwiązać.
 Polacy "otwarci na świat"? Proszę to powiedzieć kibicom z Rosji albo rodzinom czarnoskórych piłkarzy, którzy wiedzą, co ich czeka w Polsce, jak przyjadą. 
"Radośni ludzie"? Proszę przejść się po ulicy pierwszego lepszego miasta w Polsce.
 Zobaczą Państwo smutne, narzekające tłumy zmęczonych ludzi, którym wmawia się, że są częścią sukcesu, którego nigdy nie dotknęli.


Znalazłam to w sieci. Ja jednak także widzę że u nas jest jakaś propaganda sukcesu którego na co dzień jakoś nie widać.

Oby nic złego się nie stało tym którzy do nas przyjadą, a wręcz odwrotnie ,zobaczą naszą gościnność.

sobota, 26 maja 2012

Na zawsze w moich myślach

   

Najdroższa Mamo! W dniu Twego Święta


pragnę podziękować Ci za to, że po prostu


jesteś przy mnie, na zawsze w moich myślach.



Piosenka Pt ,,Najlepiej u mamy”


Najlepiej jest u mamy.


To każde dziecko wie.


Najlepiej jest u mamy,


gdy smutno Ci i źle.


Choć przygód wciąż szukamy


i poznać chcemy świat


najlepiej jest u mamy tu każdy wraca rad.


Jest wiele dróg nieznanych


dalekich, pięknych tras


najlepiej jest u mamy


tu wraca każdy z nas.


Kto się nie zgadza z nami


sam kiedyś powie, że


najlepiej jest u mamy


no chyba to się wie.


 ,,Czy znasz swoją mamę?”



Przykładowe pytania dla dzieci:( tych dużych także)

Zawsze pozostanę dzieckiem mojej mamy,
 choć ta już dawno jest po drugiej stronie lustra. 



1.Jaki mama ma kolor oczu? 
Moja mama jak pamiętam, miała takie oczy podobne jak ja,.ale zawsze bardzo poważne i zatroskane.


2.Jaki jest ulubiony kolor mamy?
Nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, sama sobie ubrania szyła, i ubierała się, jak ja pamiętam, tak by się nie wychylać za bardzo poza regionalną społeczność. Wedle powiedzonka;,, kiedy wejdziesz między wrony...". Pod tym względem różnimy się,ale tylko troszeczkę  .


3.Co mama lubi robić w wolnym czasie?
Prawie go nie miała od kiedy ją  tylko pamiętam. Szczególnie ciężko jej było kiedy zmarł mój ojciec, i została sama z dwójką małych dzieci.Była bardzo przyzwoitym człowiekiem i dla mnie wzorem wszelkich cnót.Jednak dla nas dzieci trochę za bardzo szorstka. Ale takie chyba było wówczas dzieci chowanie, nie to co teraz. Teraz się przesadza i przegina się często w drugą stronę.


4.Jaka jest ulubiona potrawa mamy? Ryba opiekana w occie, najczęściej to był dorsz  i śledź ,w tamtych czasach najtańsza ryba , nie to co teraz. No i jej ulubione szparagi.

piątek, 25 maja 2012

Konfirmacja- W kościele augsbursko-ewangelickim

http://pl.wikipedia.org/wiki/Konfirmacja_(akt_religijny)
 Konfirmacja jest uroczystością, podczas której konfirmant wobec Boga i zgromadzonych parafian wyznaje i potwierdza (confirmatio — z łac. utwierdzam) wyznanie wiary, które złożyli przy jego Chrzcie Świętym rodzice i chrzestni. Konfirmant ślubuje wierność Bogu i Kościołowi.
   Konfirmacja uprawnia do uczestniczenia w Wieczerzy Pańskiej, piastowania godności rodziców chrzestnych i zawierania związku małżeńskiego (po osiągnięciu odpowiedniego wieku). Konfirmacje odbywają się tradycyjnie w maju i obejmują dzieci w wieku 13 lat.
         
W niedzielę idę na konfirmację do wnuka mojego brata. Moja bratanica której chrzestną jestem wyszła z mąż za protestanta. Ślub ich był w naszym katolickim kościele i był katolicki ksiądz i pastor. Gdyby moja bratowa żyła pewnie  Konrad poszedł by do 1 komunii.Chrzciny już były w ich kościele. Nawet mi się to wtedy tam podobało. Po ceremonii przed kościołem pastor z wszystkimi się serdecznie przywitał,.Ale też tam tylu ludzi nie ma jak w naszym kościele.

czwartek, 24 maja 2012

Przepis na ocet jabłkowy

http://www.w-spodnicy.pl/Tekst/Zdrowie/529935,1,Przepis-na-ocet-jablkowy--sprawdzony-przepis-na-ocet-jablkowy.html


Sprawdzony przepis na ocet jabłkowy przyda ci się, gdy dopadnie cię kaszel lub gdy się oparzysz. Stosowany jest doustnie, używa się go do okładów, do nacierania i kąpieli. Jako stary, wypróbowany środek leczniczy swoją popularność zawdzięcza składowi chemicznemu. Fosfor, potas, chlor, magnez, siarka, krzem - to tylko niektóre pierwiastki, jakie znajdziemy w occie jabłkowym. Pijąc dwie łyżki stołowe octu jabłkowego dziennie, wyregulujemy równowagę zasadowo – kwasową naszego organizmu.
Przepis na ocet jabłkowy
 
Obrać kilka jabłek i skóry wrzucić do słoja. Zalać wodą zmieszaną z cukrem w proporcji: 1 łyżka cukru na 1 szklankę wody. Słój przykryć gazą i postawić w ciepłym miejscu. Po dwóch tygodniach powstały ocet zlać do butelki. Można stosować na: 
 
Anginę - 1 łyżkę octu jabłkowego zmieszać z 1 szklanką ciepłej wody. Roztworem płukać gardło 3-4 razy dziennie;
 
Kaszel - 1 łyżkę octu jabłkowego zmieszać z 1 łyżką soku z cytryny. Dodać 1 stołową łyżkę miodu i 1 łyżeczkę płynnej gliceryny. Całość wymieszać. Pić co dwie godziny po 1 łyżeczce; 
 
Zobacz też inne SPOSOBY NA KASZEL
 
Obrzęki stóp i kostek - 1 szklankę octu jabłkowego wlać do miski z letnią wodą. Zanurzyć stopy do wysokości kostek i moczyć przez kilka minut. Powtarzać co kilka dni; 
 
Wypryski na twarzy - 2 lub 3 razy dziennie przemywać chorobowo zmienioną skórę octem; 
 
Żylaki - nogi należy smarować kilka razy dziennie octem. Równocześnie trzeba pić 3 łyżki stołowe octu w ciągu dnia; 
 
Oparzenia - na oparzone miejsca przykładać gazę nasączoną octem jabłkowym. Ocet też łagodzi objawy nadmiernej opalenizny słonecznej; 
 
Wysokie ciśnienie - 1 łyżkę stołową octu pić trzy razy dziennie: rano, w południe i wieczorem. Ocet można mieszać z wodą. Leczenie może trwać nawet kilka lat. 
 

środa, 23 maja 2012

Stare dzieje czy nas ciekawią, czasem zaczynam w to wątpić


Po przeczytaniu tych rewelacji o tym pociągu z przed drugiej wojny tu u nas na Śląsku, przypomniałam sobie właśnie moją nieżyjącą już dawno babcię  Annę, która była dla mnie wielką skarbnicą wiedzy o minionych czasach. 
A przecież każdy starszy człowiek człapiący już sobie tak pomiędzy nami to taki bezcenny skarb, a my spieszący się ciągle gdzieś nie zwracamy na nich nasze uwagi.
W każdym starym człowieku jest bardzo dużo wiedzy,co to ją zebrał w ciągu swojego życia .Ktoś kiedyś napisał- że jest jak taka grobla na rzece na której się zatrzymywały przeróżne przeżycia i emocje.
 Jest jak fotograficzny aparat z pełną kliszą w środku, miejscami wyblakłą i nieczytelną, a miejscami zaskakująco żywą i kolorową, z obrazami z tamtych dni, tamtych lat, tamtych światów. Których już nie ma. Których już nie będzie. Których już nikt nie zna. Moim zdaniem pięknie to i bardzo trafnie napisane. 
Taka była przecież ta moja babcia Anna i taką mogłabym dla moich dzieci także być,
 ale czy teraz młodzi mają czas siąść tak jak ja kiedyś,
 i poprosić babcię by opowiadała mi o tamtych  tak bardzo ciekawych tajemniczych bo już odległych dla mnie czasach.

wtorek, 22 maja 2012

Większa pisownia tekstu Latający Pieron


Rozmowa z Pawłem Polokiem, historykiem regionu, śląskim artystą i przedsiębiorcą

Proszę opowiedzieć o słynnym pociągu, który jeździł przed wojną z Bytomia do Berlina. Czy to prawda, że pokonywał trasę 510 km w ciągu niespełna 5 godzin?
Pociąg ten w latach 30. ubiegłego wieku jechał z tak niewiarygodną wówczas prędkością, że nazywano go Latającym Ślązakiem – „Fliegender Schlesier”.
 A nasi pradziadkowie nazywali go wręcz „Latającym Pieronem”. 
Wyjeżdżał z Bytomia wcześnie rano, w Berlinie był w południe, a wieczorem wracał do Bytomia.
 Tak więc niemal sto lat temu można było się dostać w ciągu jednego dnia do stolicy, załatwić sprawy i jeszcze tego samego dnia wrócić do domu
 Wówczas ten postęp napawał ludzi ogromnym optymizmem.
 Warto też wspomnieć, że już 1914 roku na Dolnym Śląsku rozpoczęto elektryfikację linii kolejowych i niemal w całości zakończono ją w do 1939 roku.
 W czasach stalinowskich trakcje zostały wywiezione do ZSRR.
 Na ponowną elektryfikację dolnośląskie koleje czekały do końca lat 70.
 Dzisiaj, po tylu latach, możemy mieć jedynie nadzieję, że kolej polska za jakiś czas osiągnie poziom tej kolei pruskiej sprzed stu lat.
Kiedy to przeczytałam przypomniało mi się że moja babcia Anna opowiadała jak jej szwagier Vincent z Kędzierzyna postanowił w raz ze swoja żona Olgą tym pociągiem pojechać do Berlina. 
Oczywiście nic jej nie powiedział czym pojadą hehe
Kiedy ten ,,latający pieron wjechał na peron to jego żona za żadne skarby do niego wsiadać nie chciała. . 
Musiał podobno ją wnieść siłą do tego pociągu.

Ciocia Olga nigdy nie wspominała o tej przygodzie, a babcia Anna zabroniła mi o tym wydarzeniu w jej obecności wspominać. Ja do dziś nie wiem dlaczego. Bo przecież wróciła z tej przygody cała i zdrowa i dożyła prawie do setki jak większość osób z tego ich rodu.

Archiwum bloga